Tym razem głosem naszej wspólnej muzyki stało się bawu — chiński instrument stroikowy o miękkim, nieco tajemniczym brzmieniu, które potrafi być jednocześnie delikatne i niezwykle nasycone. Zagraliśmy dwie improwizowane pieśni. Nie powstały z przygotowanej kompozycji ani z wcześniej ustalonego planu. Rodziły się bezpośrednio podczas grania — z rytmu, słuchania siebie nawzajem, bliskości i radości wspólnego tworzenia. W wyobraźni muzyka otworzyła bezkresną złotą równinę. Pośrodku niej wyrasta samotne wzgórze porośnięte starymi dębami, a ku niemu z różnych stron lecą roztańczone klucze ptaków. Linie ich lotu krzyżują się nad krajobrazem niczym melodie, które spotykają się tylko na chwilę, a potem znów wybierają własny kierunek. Bawu prowadzi tę przestrzeń inaczej niż flet, saksofon czy klarnet. Jego dźwięk jest bardziej skupiony, ziemisty, czasem niemal głosowy. Pozwala melodii pozostać bardzo blisko oddechu, a jednocześnie otwiera ogromny horyzont. To muzyka o radości, wolności, miłości i współtworzeniu — o chwili, w której dźwięk nie jest wykonywaniem gotowego utworu, lecz odkrywaniem czegoś, czego chwilę wcześniej jeszcze nie było. „Bawu nad złotą równiną” to kolejna improwizowana muzyczna rozmowa Jacka Tabisza i neoLúthien/Słonecznookiej.
Bawu nad złotą równiną
