O mnie

Chopin Jakuba Puchalskiego

Mignęło mi coś takiego. Jakub Puchalski, z którym rozmawiam o muzyce już od wczesnego liceum, promuje swoją książkę o Chopinie w Japonii, we Wschodniej Stolicy, czyli w Edo zwanym Tokio.

Książka (którą czytałem oczywiście po polsku, nie po japońsku), choć z uwagi na wytyczne serii Polskiego Wydawnictwa Muzycznego Małe Monografie niewielka, jest świetnie napisana. Wciąga nawet osobę, która już wielokrotnie studiowała biografię największego polskiego kompozytora, czyli na przykład mnie. Kuba zaczyna w Wiedniu, gdzie odbywa się właśnie koncert na którym Chopin zaczyna budować swoją pozycję na światowej scenie muzycznej (piszę „światowej”, bo przecież już wtedy USA czy Brytyjskie Indie szybko przyjmowały nowe kompozycje). Czyli od razu, czytając tę biografię, znajdujemy się w centrum dramatu, nie idziemy zaś wolno, od dzieciństwa, a nawet od biografii ojca Chopina Mikołaja. Już zresztą Pan Mikołaj Chopin czuł się w pełni Polakiem i odciął się ze wzajemnością od swoich francuskich krewnych. Dołączył do takich osób jak Elsner, nauczyciel Chopina, który był niemieckim Ślązakiem, jednak całkowicie wtopił się w polskość i to mimo tego, że przecież byt Polski u progów XIX wieku był niestety dość efemeryczny. Czytałem w innej biografii Chopina, że Nancy pod rządami Leszczyńskiego było pod koniec XVIII wieku dość polskim miejscem i zbliżenie się do tego świata już w Mikołaju Chopinie wywołało mocne zainteresowanie Polską, jej kulturą i możliwą perspektywą życia w Polsce, z czego ostatecznie skorzystał, niekoniecznie chcąc się włączać w Rewolucję Francuską.

Tak mi się zaczęło pisać, gdyż Kuba pisze o Fryderyku Chopinie z szerokim tłem epoki. Dzięki temu łatwo nam poczuć świat otaczający kompozytora, zrozumieć jego decyzje. Ale to nie wszystko. Opisy są tak piękne, tak literackie, że dosłownie czujemy na sobie powietrze XIX wiecznego Paryża, jedziemy dyliżansem przez państwa niemieckie, spoglądamy w oczy znajomych i przyjaciół Chopina. To ogromna sztuka odmalować tak wiele i tak sugestywnie na tak niewielkiej ilości stron. To dlatego czytałem tę książkę jednym tchem, choć przecież znam dzieje Chopina. Zazdroszczę osobom, które zetkną się z dziejami Chopina po raz pierwszy w ten właśnie sposób!

Więc nie mamy do czynienia ze zwykłą biografią. Chopin Puchalskiego to w dużym stopniu niezależne dzieło literackie, choć na szczęście nie ma formy fabularyzowanej. Powstało wiele takich biografii, z dialogami etc. Moim zdaniem to zawsze jest wątpliwe przedsięwzięcie. Nawet jeśli ktoś ma talent do fabularyzowania, odpada „zawieszenie niewiary” tak przecież potrzebne w powieściach. Tu, gdzie mamy rzeczywiście mowę o istniejących osobach, więc gdzie nie trzeba niby żadnej niewiary „zawieszać”, jest ona paradoksalnie silna. Bo cały czas czujemy, że autor fabularyzowanej biografii musiał wkleić w usta żyjących kiedyś osób wypowiedzi, które sam stworzył, nie zaś wypowiedzi prawdziwe. Tymczasem mała biografia PWM nie jest fabularyzowana, a jednak jest bardzo literacka. Dzieje się tak za sprawą owej szerokiej perspektywy, pięknych i sugestywnych opisów, budowania nastroju i szerokiego kontekstu przedstawianych zdarzeń i scen, istotnych dla losów Chopina i jego muzyki.

I taka forma rozległego, malowniczego eseju bardzo pasuje do opisywania losów człowieka, który tworzył jedne z najpiękniejszych kompozycji w dziejach muzyki. Zatem, mimo narzuconej krótkości formy, jest to moim zdaniem jedna z najlepszych biografii muzycznych jakie poznałem. Świetnie by było, gdyby Kuba wziął się też za innych, lubianych przez siebie kompozytorów, ale nie wiem, czy tak będzie. Ściskanie swoich słów na niewielkiej przestrzeni to bardzo trudne zadanie, a są przecież inne wyzwania dla muzycznego publicysty, dziennikarza, badacza… Książkę oczywiście gorąco polecam. Musicie ją przeczytać, nawet jeśli jesteście w stanie wyrecytować z pamięci nazwiska wszystkich gości na pierwszym paryskim koncercie Fryderyka Chopina (było tam wielu kompozytorów, dlatego napisałem o gościach, a nie po prostu o słuchaczach). A jeśli dopiero poznajecie dzieje Chopina, lektura będzie tym bardziej wyjątkowa i przyjemna…

Może zainteresuje Cię również...

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

dwadzieścia − 15 =