Spadł już deszcz. Wszystko pogrążyło się w ciszy płynących kropli. Czas, który był rzeką, obudził się w chmurach, by poznać sam siebie w trakcie długiego lotu. Mosty tęczy zapłonęły ponad drogą jego podróży. Młodość powróciła w jego barwie i zapachu. Przestrzeń stała się miękka i migotliwa. Srebrne kotary odsłoniły ruiny miast i szare szkielety ogrodów. Pieśń zniszczenia wróciła ponownie w uderzeniach kropel o bruk zasłany pyłem. Stanąłem pośrodku smug płaczącego nieba. Wziąłem w dłoń gwiazdę płynącą w oddali wraz z okruchem uniesionym z morza. Spojrzałem w nią uważnie i ujrzałem znów siebie, odgadując chwilę powracającą i wzywającą mnie do życia. Gdy podniosłem głowę, byłem już gotów aby iść i uczestniczyć w nowej wojnie.
Przemierzałem aleje pozbawione światła. Brunatne kopce znaczyły miejsca przeszłości. Czasem widziałem w nich samotne okno, lub bramę. Przestrzeń wychodziła z nich ku mnie, podobna do młodej dziewczyny opłakującej bliskich. Wiedziałem jednak, że odgrywa ona tylko jedną ze swoich ról, gdyż była ta sama w popiołach, jak i w rzeczach, których nie dotknął płomień. Tych drugich jednakże nie było, kraina zniszczenia roztaczała się przede mną w całym swoim majestacie. Gdy tak szedłem zagubiony, wreszcie napłynęła mgła i zjawił się w niej cień, który już niegdyś spotkałem.
- Powiedz mi, gdzie toczy się bitwa? – zapytałem, odgadując w nim kobiecą postać. W przeciwieństwie do przestrzeni, napotkana istota nie miała żadnego wieku, nie była ani młoda, ani stara.
- Jak zwykle się tu spotykamy i tak jak zawsze stawiasz mi pytanie – wyszeptała sylwetka głosem dziwnie sennym i słodkim jak zapach kwiatów.
- Dawno nie widziałem łąki, nad którą wstaje świt – rzekłem rozmarzony, nie zwracając uwagi na słowa napotkanej.
- Tam nie toczy się walka – okradła mnie z tęsknoty moja rozmówczyni.
- Znudziło mnie jej szukanie – westchnąłem ciężko. – Mój los się nie odmienia i mam odczucie, że nie jest prawdziwy.
- To ciekawe wrażenie – odparła wychodząc ku mnie z mgły. Spostrzegłem jej przejrzystą twarz i włosy płonące wokół niej jak ogień. – Czyżbyś chciał uciec od swojego przeznaczenia?
- Zapomniałem już kim jestem – rzekłem przygnębiony. – Dlaczego więc miałbym podążać swoją drogą, skoro nie wiem nic o tym, który stawia na niej ślady?
- Musiałeś zbudzić się niedawno – zauważyła moja przewodniczka.
- Obudził mnie deszcz – choć przestało już padać, uniosłem dłoń i przyjrzałem się schnącym na niej kroplom. Nie było już w nich gwiazd, gdyż ich odbicia spełniły swoje zadanie.
- Jesteś zatem nieprzytomny, nic innego nie wyjaśnia twoich wątpliwości – zaśmiała się cicho napotkana. – Mogłabym zdradzić ci twoje imię, lecz wiem, że nie chcesz go usłyszeć.
- Czego miałbym się bać, skoro niczego nie wiem? – zdziwiłem się, a bezmiar ruin ogarnął mnie jak wezbrany strumień. Usłyszałem wycie jakichś nieznanych zwierząt i wzdrygnąłem się, nie chcąc napotkać ich stada, skrytego gdzieś wśród roztrzaskanych murów.
- Niezbyt przyjemne miejsce – zagadnęła mnie tajemnicza kobieta.
- Wydaje się jałowe i puste, gdy na nie patrzę, moje myśli ogarnia ciemność i zwątpienie – poskarżyłem się naiwnie, nie wiedząc wcale, czy mam przed sobą przeciwniczkę, czy też przyjaciółkę. – Czy życzysz mi dobrze? – zapytałem zatem.
- Niczego ci nie życzę – oznajmiła nieznajoma. – Ilekroć się budzisz, wychodzę ci naprzeciw, aby ci przypomnieć to wszystko, co ginie zazwyczaj w mroku nieistnienia.
- To dlatego spytałem o bitwę? – zapytałem pełen przypuszczeń.
- Żadne z nas nie zapomina tego co najważniejsze – na eterycznej twarzy rozkwitł promienny uśmiech.
- Dla kogo istotne jest to, o czym my pamiętamy? – jej słowa wdarły się w moją ciszę i zabarwiły ją niepokojem.
- Teraz dla ciebie – jedno z ramion napotkanej wskazało mnie płynnym ruchem, podczas gdy pozostałe, w ogromnej ilości falowały wokół niej jak gałęzie. – A tak naprawdę dla nikogo…
- Dlaczego więc chcesz, abym spełnił swoje czyny, których nie pamiętam? – wzruszyłem ramionami zdumiony.
- Po to tylko są twoje przebudzenia – wyjaśniła napotkana. – Ani to co jest, ani to czego nie ma, nie wyjaśni ich znaczenia.
- Cóż je zatem wyjaśni? – w tym pejzażu pełnym śmierci każde pytanie przychodziło z trudem i ulatywało szybko nie licząc na odpowiedź.
- Gdy je już uczynisz, same się wyjaśnią – odparła spokojnie kobieta.
- I wtedy zasnę? – dodałem domyślnie.
- Tak się właśnie stanie – potwierdziła moja przewodniczka.
- Nie podoba mi się moja rola w tym wszystkim – pokręciłem odmownie głową. – Myślę, że najlepiej będzie, gdy usiądę na tej zniszczonej ziemi i nie uczynię niczego.
- Gdy tak zrobisz, bitwa przyjdzie do ciebie – uprzedziła mnie nieznajoma. – A wtedy przegrasz.
- Czy poniosłem już kiedyś klęskę? – zapytałem.
- Nigdy tak nie było i nie będzie – zaprotestowała. – Istniejesz tylko dla zwycięstwa.
Usłyszawszy te słowa mruknąłem z zakłopotaniem i pogrążony w milczeniu, poszedłem za tą, która po mnie przybyła. Po chwili znalazłem się na polu bitwy i pozbawiony złudzeń, pogrążyłem się w niej bez reszty. Gdy z ust konającego władcy moich przeciwników usłyszałem w końcu moje imię, ogarnął mnie sen starszy niż ciemność i światło, sen, który budując światy nie dba o iskry wzniecane dłutem jego tworzenia. Tym byłem, tym jestem, tym będę, wiecznie zasłuchany w szum deszczu, który sprawił, iż jedna jest tylko chwila, do której należę i do której wracam. Jedyną zagadką jest moja przewodniczka, choć znam po części prawdę o niej. Jej czas biegnie, podczas gdy mój przystanął, zaś jej głos pozwala mi unieść się nad ziemią, która nie posiada pamięci, ani złudzeń.
Wodo! Wieczny nurcie światów! Ja jestem twoim ruchem odartym z przedmiotów, jestem tobą bez ciebie, jestem kształtem w ciemność pozwalającym ci biec za innymi kształtami. To co najprostsze jest niezwykle trudne, rodzi dążenie nie mogące się spełnić, ja zaś jestem spełnieniem.
