Z zaskoczeniem odkrywam wciąż i wciąż, że europejskie media bardziej sprzyjają ajatollahom niż Stanom Zjednoczonym. Informacje z frontu w Cieśninie Ormuz są na naszym kontynencie wypaczane i filtrowane. Co ciekawe, czyni to nawet część prawicowych, wyraźnie (teoretycznie) proamerykańskich mediów. Właśnie przeczytałem na Republika.tv spóźnioną o wiele godzin informację o obecnej sytuacji w Zatoce. Czytamy:
„Prezydent Donald Trump nazwał działania Iranu „szantażem” i zapowiedział, że Waszyngton nie ustąpi. Blokada amerykańska ma na celu wywarcie presji na Teheran, by ten ponownie otworzył szlak żeglugowy. Tymczasem setki marynarzy są uwięzione na pokładach, a globalne rynki energii drżą – zakłócenie przepływu ropy przez Ormuz może szybko przełożyć się na wzrost cen paliw na całym świecie.”
Informacja Republiki nie doszła jeszcze do tego, że po ostrzelaniu indyjskiego tankowca przez Iran Indie wysłały do Zatoki Ormuz swoje niszczyciele, które dołączyły do działań amerykańskich. Dotychczas neutralne Indie stanęły po stronie prezydenta Trumpa. Indie były neutralne z uwagi na to, że łamały embarga na Irańską ropę aby kupować surowce po taniości (to samo Indie robią ze źródłami rosyjskimi). Indyjskie niszczyciele nie dołączyły jeszcze do działań amerykańskich w pełni oficjalnie, ale pod pozorem ochrony własnych statków handlowych koordynują swoje działania z amerykańskim Centcomem (Naczelnym Dowództwem).
Ale to nie wszystko. Z komunikatu Republiki znikła bardzo ważna część. Amerykanie naciskają na Teheran przede wszystkim po to, aby oddał on wzbogacony uran, gotowy do przygotowania od 9 do 11 głowic nuklearnych. Szlak żeglugowy był już przez moment otwarty przez Iran po tym, jak Amerykanie zaczęli przecierać niezależny od Iranu szlak żeglugowy (amerykańskie niszczyciele odminowują zatokę). Jednak Amerykanie zablokowali porty irańskie żądając wydania uranu, co było zresztą głównym warunkiem rozejmu. To zadziwiające, że nawet proamerykańska Republika pomija tak istotną informację. Bez niej działania USA w zasadzie nie mają sensu. Tymczasem oczywiście pozbawienie dżihadystycznego kraju możliwości posiadania głowic nuklearnych jak najbardziej ma sens.
Tak informują o tym bardziej obiektywne media:
„Mimo eskalacji na morzu, Trump ogłosił, że amerykańscy negocjatorzy lecą do Pakistanu na jutrzejsze (poniedziałek, 20 kwietnia) rozmowy.
Ostatnia szansa: To ma być spotkanie „ostatniej szansy”. USA żądają pełnego przekazania wzbogaconego uranu i trwałego otwarcia cieśniny pod ich nadzorem.
Iran w kleszczach: Teheran twierdzi, że blokada portów narusza rozejm, ale Trump odbija piłeczkę: „Cieśnina i tak jest zamknięta, bo moja flota ją zamknęła tydzień temu”.”
Jeśli śledzimy media w Polsce, Niemczech czy Francji, możemy odnieść wrażenie, że temat uranu niemal nie istnieje.
Oto dlaczego Europa milczy lub mówi o tym szeptem:
Dla mediów europejskich narracja Donalda Trumpa (posty na Truth Social o „pyle nuklearnym”) jest traktowana z ogromnym dystansem. Europejscy dziennikarze często uznają jego wypowiedzi za element „negocjacji przez Twittera/Truth” i wolą czekać na oficjalne komunikaty Białego Domu lub Pentagonu. Zanim Europa zweryfikuje, czy Iran „naprawdę” chce oddać uran, Trump zdąży już napisać pięć kolejnych wersji tej historii.
Dyplomacja unijna (szczególnie Francja i Niemcy) panicznie boi się tematu wzbogaconego w 60% irańskiego uranu, bo to jest „ostatni krok przed bombą”. Jeśli media zaczną głośno trąbić, że Iran ma 440 kg materiału niemal wojskowego, opinia publiczna w Europie zacznie naciskać na ostrzejsze działania. A Europa chce, aby jej opinia publiczna miała prezydenta Trumpa za wariata. UE nie chce, aby Europejczycy popierali ostrzejsze działania, choć niemal wszystkie państwa wiedzące o wzbogaconym uranie Iranu dostrzegają sensowność a nawet konieczność ostrych działań.
Bruksela wciąż liczy na „miękkie lądowanie” i powrót do jakiejś formy porozumienia nuklearnego (JCPOA), a przyznanie, że Iran jest tak blisko broni jądrowej, oznaczałoby przyznanie, że lata europejskiej dyplomacji poniosły klęskę.
W Europie temat nr 1 to nie uran, ale „ceny paliw i inflacja”. Media w UE skupiają się na Cieśninie Ormuz i blokadzie portów, bo to uderza Europejczyków po kieszeni bezpośrednio (ceny na stacjach). Uran to dla przeciętnego widza w Berlinie czy Paryżu abstrakcja, podczas gdy “korytarz amerykański” i to, czy tankowce dopłyną, to kwestia gospodarczego przetrwania zimy. Oczywiście asymetryczna wojna jądrowa wszczęta przez Iran mogłaby spowodować zimę w środku lata… Ale o tym już opinia publiczna w Europie nie wie.
Europa tradycyjnie polega na raportach Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej. Tymczasem szef MAEA, Rafael Grossi, od tygodni przyznaje, że inspektorzy mają utrudniony dostęp do kluczowych obiektów (Natanz, Fordow) po ubiegłorocznych i tegorocznych atakach. Bez twardego raportu MAEA, media europejskie boją się spekulować na podstawie „przecieków z Islamabadu”, które mogą być dezinformacją jednej ze stron. Pomijana jest jednak informacja, że mimo wszystko MAEA potwierdziła istnienie dużych ilości wzbogaconego uranu w Iranie na podstawie ilości wirówek i na podstawie śladów magazynowania „militarnego uranu”. Istnieje zatem raport MAEA w tej kwestii, jedynie teraz nie może on być już uzupełniany o nowe, bardziej precyzyjne informacje.
Jednocześnie mówi się o uranie w UE nieoficjalnie (m.in. według „Modern Diplomacy” z 19 kwietnia). Dowiadujemy się na marginesie, że europejscy dyplomaci są wściekli na zespół Trumpa (Vance, Kushner), że ten próbuje wynegocjować „szybki i powierzchowny układ” w Islamabadzie. Europa uważa, że „samo oddanie uranu to za mało” – chcą zniszczenia wirówek, na co Iran (i Trump, który chce szybkich efektów przed kamerami) może nie mieć czasu. Trump oczywiście żąda zniszczenia wirówek, ale rozumiałbym, gdyby wątpliwości co do zniszczenia wirówek, łącznie z informacją o wzbogaconym uranie Iranu istniały w informacyjnej przestrzeni publicznej UE.
Podsumowując, możemy stwierdzić z całym przekonaniem, że media w Europie nie piszą o uranie, bo nie wiedzą, jak ugryźć temat, który wymknął się spod kontroli tradycyjnej dyplomacji. Wolą pisać o „napięciu w zatoce” niż o tym, że Iran ma paliwo na 9 głowic nuklearnych, a Trump chce je wywieźć samolotami transportowymi do USA. Wydaje się też, że UE chce przedstawiać działania USA w jak najgorszym i wręcz groteskowym świetle, bowiem publicznie poparcie dla działań USA w Europie nie jest korzystne dla większości rządzących w Unii, zwłaszcza dla Niemiec. Trump naprawia między innymi porażki dyplomacji europejskiej, bo przecież uran był w Iranie wzbogacany podczas „pokojowych negocjacji”. Niemcy nadal przedkładają „pokojowe negocjacje” nad faktycznymi działaniami mającymi na celu pozbawienie Iranu wzbogaconego uranu. Gdyby niemiecki czytelnik gazet i słuchacz niemieckiej TV wiedział, jak dokładnie wygląda sytuacja, uznałby, zgodnie z prawdą, że kanclerz Merz w zasadzie bredzi mówiąc dalej o pokojowych negocjacjach w kontrze do obecnych działań siłowych.
Najbardziej niezwykłe jest jednak to, że zafałszowane i sformatowane informacje z Zatoki Ormuz są powielane w Europie również przez prawicowe media takie jak Republika.tv. Do tej pory mieliśmy wrażenie, że Republika ma dobry dostęp do Amerykanów, współorganizowała nawet CPAC w USA, czyli istotny kongres konserwatystów. Może chodzi o to, że frakcja, którą popiera część polskiej prawicy to amerykańscy izolacjoniści niezbyt zachwyceni obecną interwencją w Iranie? Albo o to, że Republika, bezprawnie pozbawiona dostępu do reklamodawców (to trzeba przyznać obiektywnie), nie ma środków, aby weryfikować starannie informacje i przytacza to, co leży na stole w infosferze UE? Jeśli tak, to zwracam się do sympatyków Republiki z prostym przykładem. Ja nie mam środków na pozyskiwanie informacji. Zrobiłem to bezkosztowo. Wystarczy śledzić wprost media amerykańskie, ale też te z Państw Zatoki, a obecnie też media indyjskie. Oczywiście dotarcie do najświeższych informacji wymaga jednak trochę pracy.
