…
W bliskość dnia w rozpięte nad ziemiami światy
Ciągle odchodzicie drogą waszych wołań
Nie ma już bram w szarym półmroku nadziei
Ten czas się zagęścił ponad wschodem słońca
…
Moje ręce gasną w odbiciach obłoków
Miarowy wiatr rysuje ląd swoją wiecznością
Jestem tylko echem rozerwanych kształtów
Gdy ich oddech gaśnie opadam na ziemię
…
Tak jedno z ech w swoje głębie krzyczy
Jakby przerażone czyimś czujnym okiem
Które patrzy z luster nie poznając siebie
…
Jaka zatem siła zerwie te zasłony
Co zdaje się dziwne jest tylko pułapką
Moją podobizną zagubioną w dali
…
9 lutego 2004
