O mnie

Kształty

Oto kształt poranka poza formą nocy,

znów świetlisty obiekt tu wszystko przybliża,

niczym okno w pustce, której zwój szeroki

rozdarło istnienie zanurzone w ciszach.

Aksamitność dolin mieni się od brzasku,

trawy w żar żeglują, stają się swym morzem,

odbite w powierzchniach wzrastania i piasku,

mogą być podstawą dla cienia z obłokiem.

Drogi i bezdroża, poplątane sznury

nieprzerwanej akcji są jak sieci światła

zgubionego w tkankach sił słodkich od burzy.

Materia jest wierszem, który sam się zradza

z przypadkowych wersów. Niczemu nie służy

ta gęstwina trwania. Ona jest jak skała.

7 marca 2012

Wrocław

Może zainteresuje Cię również...

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

20 − pięć =