O mnie

Mój spór z Highfidelity.pl

   High Fidelity to internetowy magazyn audio, który wzbudza kontrowersje u niektórych osób z uwagi na duży udział audiovoodoo wśród recenzowanych urządzeń. Czasem nietrudno przyznać rację tym kontrowersjom… Z drugiej strony Highfidelity.pl angażuje się ogromnie w recenzje sprzętu, a nawet w rozwój niektórych urządzeń na bazie trafnych często uwag i rekomendacji. Widzimy więc zawieszki HighFidelity przy okazji różnych wystaw sprzętu audio, na rynku są urządzenia znanych marek z edycji HF, na AudioVideoShow i nie tylko melomani i audiofile mogą słuchać i porównywać brzmienie szpulowych masterów, lakierów z produkcji płyt winylowych, płyt testowych, cyfry oraz analogu etc. To są świetne rzeczy i aż żałuję, że nie mieszkam w Warszawie czy w Krakowie, gdzie jest siedziba redakcji Highfidelity.

   Jednak mój spór, który wyraził się w napisaniu na skrzynkę redaktora naczelnego HF Wojciecha Pacuły nie dotyczył skali udziału kontrowersyjnych urządzeń w recenzjach zamieszczanych na portalu. Poszło o nagrania muzyki klasycznej, ich nieobecność w recenzjach i w spotkaniach odsłuchowych Krakowskiego Stowarzyszenia Sonicznego (przynajmniej, jeśli czyta się obszerne relacje z nich). Do polemiki skłonił mnie właściciel manufaktury sprzętowej Ancient Audio, który na jednym ze spotkań KSS ucieszył się, że nie ma „tej nudnej, okropnej, snobistycznej muzyki klasycznej”. Było to tym bardziej dziwne, że i już bez jego uwag takich nagrań tam w 90% przypadków nie było. KSS jest związane z HighFidelity.pl.

   Innym powodem mojej polemiki jest to, że uwielbiam eseje Wojciecha Pacuły o historii nagrań i formatów cyfrowych. Są one wnikliwe, ciekawe i absolutnie się nie dziwię, że różne AudioVideoShow chcą mieć w panu Wojciechu prelegenta lub patrona medialnego. Więc wiadomo, pojawił się u mnie dysonans poznawczy – jedne rzeczy w HF bardzo lubię i cenię, innych nie znoszę.

   O co chodzi z tą muzyką klasyczną? W końcu ktoś może nie słuchać Mozarta, Beethovena czy Monteverdiego i nie przejmować się nimi. Może uznać, że muzyka zaczęła się wraz z jazzem i Sinatrą, wcześniej są tylko „bezwartościowe starocie” etc. Jest to z mojej perspektywy szalona postawa, która zazwyczaj nie działa w przypadku innych sztuk. Nie spotkałem się jeszcze z turystą, który oglądałby tylko XX wieczną architekturę użytkową omijając starannie wszelkie gotyckie katedry, barokowe bazyliki, renesansowe wille, czy nawet budynki Miesa van der Rohe czy le Courbusiera, bo przecież przy recenzjach sprzętu na HighFidelity.pl nie słucha się bynajmniej Ligetiego czy Weberna. Zatem w przypadku innych sztuk niż muzyka specyficzny wybór nagrań do testowania sprzętu w HighFidelity.pl wydaje się w porównaniu równie niezwykły i chyba szkodliwy dla zrozumienia, jak dany sprzęt działa, jak rzeczywiście brzmi, jaka jest jego akustyczna wartość, jak bardzo odbiega od rzeczywistego brzmienia.

   Gdy w recenzjach sprzętu za punkt odniesienia służą tylko nagrania popu, rocka czy rapu mamy do czynienia z muzyką, której nawet na koncercie na żywo słucha się przez głośniki. Ktoś może powiedzieć, że jazz, który w przeciwieństwie do Mozarta czy Brahmsa często się w HighFidelity pojawia, też jest jakby bardziej akustyczny od rapu czy piosenek Nirvany. Niby tak, ale też przeważnie jest nagłaśniany. Zatem bez muzyki klasycznej w piśmie audiofilskim oceniamy jedynie na ile recenzowane głośniki czy wzmacniacz oddają brzmienie innych głośników, tych które wzmacniały instrumenty i głosy na koncertach. Nie możemy natomiast dowiedzieć się, jak dźwięk kolumn firmy X ma się do brzmienia prawdziwego fortepianu, prawdziwych skrzypiec czy do niewzmocnionego przez mikrofon i głośniki głosu ludzkiego. Możemy tylko zauważać, że to, co brzmiało przez głośniki X na koncercie w Y na sprzęcie Z brzmi tak i siak. Pozbawienie pisma audiofilskiego klasyki jako jednego punktów odniesienia zubaża, moim zdaniem, wiedzę i opinie przekazywane w recenzjach. A są przecież inne pisma, gdzie recenzent sprzętu pisze wprawdzie o „nudnym pitoleniu na skrzypcach” ale jednak zestawia też brzmienie ocenianego przez siebie sprzętu z nagraniami muzyki klasycznej, nawet jeśli go nudzą.

   Wojciech Pacuła odpowiedział na moje uwagi na dwa sposoby. Po pierwsze uznał, że dzieła klasyczne są dłuższe od piosenek pop i w ten sposób stanowią większą trudność dla oceny sprzętu na wielu utworach. Odpisałem, że nie brakuje krótkich utworów klasycznych, takich jak choćby Preludia Chopina czy wiele dzieł organowych, klawesynowych lub chóralnych. Spokojnie w parę godzin można przygotować dziesiątki utworów klasycznych, które trwają około dwóch minut. Arii operowych często słucha się niezależnie od oper, wiele z nich też jest stosunkowo krótkich. Oczywiście, żeby wejść w klimat danego twórcy, czy danego dzieła, lepiej jest przebywać w tym świecie dłużej niż dwie minuty, ale w końcu chodzi w tym wypadku przede wszystkim o ocenę recenzowanego sprzętu audio. Wtedy usłyszałem drugi argument, polegający na tym, że Wojciech Pacuła traktuje reżyserię dźwięku i mastering jak dzieło sztuki, jest ich fascynatem. To mu trzeba przyznać, pisze o tych zagadnieniach nad wyraz ciekawie i wnikliwie. Z tej perspektywy wynika, że Wojciech Pacuła uważa realizacje dźwiękowe muzyki klasycznej za zbyt proste, za mało ciekawe od strony reżyserii dźwięku pojmowanej jako sztuka, jako współtworzenie nagrania. A jednak w oceanie zazwyczaj dobrych dźwiękowo realizacji klasyki pojawiają się czasem prawdziwe skarby i chyba wtedy warto to zauważyć, nawet z perspektywy realizatora dźwięku jako współtwórcy. Zresztą nadal pozostaje mój pierwszy argument dotyczący tego, że warto jednak omówić, jak na recenzowanym sprzęcie brzmią niewzmocnione niczym instrumenty akustyczne i ludzkie głosy. Na ile to brzmienie przypomina koncert muzyki klasycznej bez żadnej elektrycznej amplifikacji. Nawet jeśli przy okazji musimy zgodzić się na rezygnację z obserwowania działań dźwiękowców i masteringowców jako aktywnych współtwórców.

   Na koniec jeszcze moja krótka refleksja dotycząca tego, czy szukamy w nagraniach dźwięku takiego jak na żywo. Tu zgadzam się często z uwagami Wojciecha Pacuły. Szukamy innego dźwięku, bo przecież przeniesienie do naszego pokoju orkiestry symfonicznej, organów kościelnych czy nawet fortepianu koncertowego w skali jeden do jeden byłoby raczej torturą a nie przyjemnością, nawet jeśli ktoś ma naprawdę dość duże mieszkanie i wielki salon. Ja mam okazję stale słuchać koncertów w jednej z najlepszych w Polsce sal koncertowych jaką jest Sala Główna wrocławskiego NFM. Mogę się dowoli wsłuchiwać, jak brzmi na żywo orkiestra, organy, poszczególne instrumenty. Oczywiście audiofile nie mający częstego kontaktu z muzyką klasyczną odchodzą w swoich oczekiwaniach wobec sprzętu od słuchanej na żywo muzyki skrajnie daleko. Chcą, aby basy były mięsiste, „z wykopem” o dobrych konturach. Tymczasem prawdziwe niskie tony orkiestry czy zespołów kameralnych są miękkie, rozmyte, bez wyraźnie zarysowanych konturów, nawet kotły brzmią miękko i z dużą ilością powietrza. Antyklasyczni audiofile chcą z drugiej strony miękkich i nie raniących uszów wysokich tonów. Tymczasem skrzypce, jak i soprany potrafią ranić uszy, bywają silne, mocne, na granicy bólu. Z pewnością nie są słodkie i jedwabiste, z pewnością nie chowają się w niższych oktawach innych wykonawców i instrumentów. Dlatego nie wiem co myśleć, gdy czytam w HighFidelity.pl, że dane urządzenie brzmi „za jasno”, że musi być „ciemno, jeszcze ciemniej”. Może właśnie dobrze, że jest jasno?

   A może chodzi o coś niezwykle trudnego do oddania, o czym być może Wojciech Pacuła także pisze w swoich recenzjach, w których niestety przeważnie omija szerokim łukiem Chopina czy Szymanowskiego. Otóż nawet wysokim dźwiękom instrumentów i głosów towarzyszą harmoniczne w znacznie niższych rejestrach. Czasem bardzo delikatne, ale wyczuwalne. To buduje wrażenie przestrzeni, ale też po prostu ją wypełnia. Przestrzeń koncertu jest żywa, zupełnie inaczej niż w wielu nagraniach. Więc jeśli o taką „ciemność” chodzi, to pełna zgoda. Jest ona rzeczywiście trudna do oddania w domu na sprzęcie audio. Ale nie wiem, czy o to chodzi, bo przecież nie mogę odnieść uwag dotyczących recenzji sprzętu w HighFidelity do muzyki klasycznej, do instrumentów i głosów których słuchamy na żywo bez żadnej wzmacniającej je elektroniki.    

Może zainteresuje Cię również...

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

4 × pięć =