Bardzo ciężko dojść do prawdziwych informacji dotyczących tego, co dzieje się w Iranie. Dzieje się to z wielu powodów. Jednym z nich jest przełożenie wewnętrznych sporów świata Zachodu na politykę międzynarodową. Mimo tego, że Iran ajatollahów stanowi całkowicie realne zagrożenie asymetrycznej wojny nuklearnej, przeciwnicy Trumpa korzystają na tym, że w sieci krąży wiele pesymistycznych informacji, z których większość jest nieprawdziwa. Mimo to afirmują oni te informacje i atakują Amerykanów, aby zyskać lub odzyskać wpływy. Wizja nuklearnych grzybów nad miastami Bliskiego Wschodu (wpierw Izraela, później na przykład Arabii Saudyjskiej) jest tu mniej istotna. Zważywszy na to, że Iran „pochwalił się” rakietami balistycznymi o zasięgu 4000 kilometrów już teraz wiemy, że asymetryczną wojną nuklearną zagrożony jest nie tylko Bliski Wschód. Dodajmy, że do zdolności nuklearnych i rakietowych Iran dochodził mimo epizodów „negocjacji z Zachodem”, zatem ta strategia okazała się nieskuteczna.
W Iranie najlepiej jest patrzeć na nastroje Państw Zatoki, które mają całkiem niezłe wywiady. Są one blisko, są siłą rzeczy bezpośrednio zainteresowane tym, co się dzieje. Od czasu potwierdzenia przez Międzynarodową Agencję Energii Atomowej możliwości stworzenia przez Iran 9-11 bomb atomowych na przestrzeni tygodni, całkowicie stanęły po stronie prezydenta Trumpa. Uczyniły tak mimo tego, że były atakowane i że najwięcej tracą w trakcie tej wojny. Zagrożone są ich złoża, odsalarnie wody i przedsiębiorstwa takie jak linie lotnicze. Wojna zdecydowanie szkodzi ich interesom. A jednak zrozumiały jej sens zapoznając się z raportem MAEA. Zrozumiały ten sens, którego nie rozumieją osoby wykorzystujące sytuację do politycznych rozgrywek. „Co tam asymetryczna wojna nuklearna” – myślą sobie takie osoby, „***** Trumpa” i już. Stołki tych osób, marzenia o władzy i wpływach są ważniejsze, niż wizja zniszczonej nuklearnie Jerozolimy, Rijadu i dopiszmy co jest w zasięgu 4000 kilometrów, który to zasięg się zwiększy, jeśli marzący o władzy „doprowadzą do pokoju i odzyskania przez siebie władzy”. „Najciekawsze” hipotezy snują jednak amerykańscy izolacjoniści, stanowiący część niedawnych, prawicowych wyborców Trumpa (wszystko wskazuje na to, że w popieraniu działań w Zatoce zastąpiła ich pewna grupa zdających sobie sprawę z powagi sytuacji Demokratów). Otóż zdradzeni izolacjoniści uważają, że ogon macha psem. Czyli, że Izrael rządzi Trumpem i Tel Aviv rozwiązując za pomocą Waszyngtonu swoje problemy z Iranem. Zdradzeni izolacjoniści wątpią także, że niszczone są wyrzutnie rakiet, silosy rakietowe, podziemne bazy oraz ogólnie irański przemysł zbrojeniowy, w tym ten jądrowy. Trump i Izrael „udają” że coś robią, są słabi, wszystko jest bez sensu itp. No i właśnie. Wracamy do Państw Zatoki. Gdyby skuteczność ataków amerykańskich była „udawana”, Państwa Zatoki wiedziałyby o tym i nie miałyby interesu, aby milczeć.
Tymczasem wśród Państw Zatoki panuje uspokojenie. Firmy ubezpieczeniowe są też w stanie ubezpieczać statki, które utknęły w Ormuz, choć oczywiście znacząco podniosły stawki. Trump chce wspomagać armatorów pokrywając tę różnicę w kosztach ubezpieczeń. Gdyby USA przegrywały, a Trump tylko blefował mówiąc o upadku reżimu i negocjacjach, nie byłoby ubezpieczeń Lloydsa. Wprawdzie ich wartość wzrosła kilkukrotnie, ale wystarczyłoby, aby IRCG zatopiło dwa duże ubezpieczone statki aby ubezpieczyciel poniósł straty.
Trump ogłasza, że rozmawia, i jest zadowolony z rozmów. Analitycy wskazują, że najpewniej rozmawia z Ghalibafą, uważanym za lidera pragmatyków, który wprawdzie wyrasta z IRCG, ale nie jest już członkiem tej struktury. Ghalibafa co rusz zaprzecza temu, że rozmawia z Trumpem i chce poddać Iran. Krążą zatem domysły, że musi tak mówić, gdyż inaczej zostanie usunięty przez fanatyków z IRCG (Gwardii Rewolucyjnej). Być może jednak Ghalibafa jest w pełni lojalny wobec ideologii ajatollahów i Trump tylko blefuje, że z nim rozmawia, aby posiać silną nieufność w samych szeregach IRCG. Nie oznacza to jednak, że Trump z nikim nie rozmawia. O tym, że rozmowy Trumpa z nieznanymi rozmówcami irańskimi są prowadzone świadczy przepuszczanie coraz większej ilości statków przez Ormuz, oraz bardzo istotny czynnik – spokój Państw Zatoki mimo sprzecznych komunikatów Ghalibafy. Wydaje się, że Państwa Zatoki wiedzą lepiej niż my, z kim naprawdę rozmawiają ludzie Trumpa i ile warte są te rozmowy.
Innymi elementami świadczącymi o kontakcie Trumpa z dążącymi do zakończenia wojny elitami irańskimi świadczy pozycjonowanie coraz większej liczby sił USA koło Wyspy Kharg. Jest ona położona zaledwie 30 kilometrów od stałego lądu należącego oczywiście do Iranu. Niepewna sytuacja narażałaby zgromadzone tam okręty i wojska amerykańskie na niesymetryczne, ale i tak śmiercionośne ataki. A wojska się tam gromadzą, aby przejąć Kharg. To główne okno Iranu na handel surowcami. Już kilka dni temu zostały zniszczone w większości instalacje militarne na Kharg. Zgromadzeni tam żołnierze nie otrzymują dostaw. Amerykanie otworzyli okno, aby mogli wracać do kontynentalnej części Iranu. Ponoć część z tego korzysta, zaś pozostali są coraz mniej aktywni. Być może, koniec końców, większość z nich podda się Amerykanom bez walki, być może o tym także się rozmawia. Przejęcie Kharg ma dwa cele. Po pierwsze odcina ono reżim ajatollahów od większości dochodów, po drugie chroni najistotniejsze dla gospodarki Iranu miejsce przed podpaleniem go przez fanatyków reżimu ajatollahów. Celem Trumpa nie jest rozchwianie światowej gospodarki i całkowite zniszczenie gospodarczego potencjały Iranu. Celem jest wyłonienie się w Iranie nowej władzy, która jest w stanie współpracować z Zachodem. Trump obiecuje im swoisty plan Marshala, pod warunkiem, że nie będzie już w Iranie dżihadystycznych marzycieli u sterów i że Iran nie będzie miał potencjału do prowadzenia wojny nuklearnej. Opozycja irańska na własne życzenie przestała się liczyć. Miała okazję, aby coś zrobić, aby wykorzystać obecność innych sił w państwie walczących z IRCG. To okienko nie zostało wykorzystane i racjonalnym celem Amerykanów jest ustawienie u sterów państwa Arteszu, wojskowych irańskich, którym na Iranie zależy bardziej niż na ideologii dżihadystycznej. Spokój Państw Zatoki wskazuje na to, że wierzą one do pewnego stopnia w powodzenie tego planu (to swoisty wariant egipski) oraz w to, że Amerykanie przejmą Kharg, a nie go zniszczą. Zniszczenie instalacji gospodarczych jest znacznie prostsze, gdyż nie ryzykuje się życia amerykańskich żołnierzy. Gdyby usuwanie zagrożenia asymetryczną wojną nuklearną odpowiednio rezonowało w głowach Amerykanów (dużej części Demokratów i Republikanów – izolacjonistów) i było stawiane ponad wewnętrznymi rozgrywkami politycznymi, zniszczenie a nie zajęcie Kharg nie leżałoby nawet na stole opcji. Ale jest jak jest…
Reasumując – warto patrzeć na nastroje wśród polityków Państw Zatoki i na to, czy ubezpieczyciele wycofują się całkowicie z rynku czy też nie. To są ludzie bardzo obiektywnie zainteresowani tym, co się w rzeczywistości dzieje i mający niezłe środki, aby weryfikować informacje. Z tego co widzę w Polsce nawet bardzo przyjazne wobec prezydenta Donalda Trumpa media, takie jak Republika, co rusz ulegają informacjom pesymistycznym, wśród których część to ewidentne fake newsy. Wskazuje to też na to, że prawicowa Republika, bardzo otwarta na USA, ma kontakty w USA, ale nie są to kontakty z ludźmi Trumpa, lecz raczej z częścią Republikanów wśród których znaczącą rolę odgrywają coraz bardziej nieufni wobec Trumpa izolacjoniści. Natomiast media takie jak Onet przedstawiają po prostu niemiecki punkt widzenia, zgodny ze strukturą własności. Ten niemiecki punkt widzenia nie jest tak radykalnie antytrumpowski jak dajmy na to hiszpański, gdyż Niemcy liczą, podobnie jak Chińczycy, na szybkie zakończenie konfliktu i uratowanie ich interesów w Zatoce.
Tak czy siak obecna kampania jest gigantycznym zwycięstwem Amerykanów nad sojusznikiem Iranu – Chinami. Okazały się one być tygrysem na glinianych nogach i sądzę, że przyjmą ewentualne zajęcie wyspy Kharg przez Amerykanów z ogromną ulgą. Przypomnę, że Iran obłożony był licznymi embargami, z czego korzystały Chiny kupując surowce za bezcen i inwestując w irański przemysł wydobywczy w celu jego przejęcia. Jeśli w Iranie płonie jakiś szyb naftowy, to płonie w nim też chińska własność. Gdyby Chiny były równorzędnym wobec USA mocarstwem, w Zatoce byłaby już ich flota, ponoć największa na świecie…
Oczywiście pisząc to co piszę oderwałem się od śledzenia wydarzeń, więc sytuacja mogła się zmienić. Upewnię się jeszcze, choć nie chcę popadać w paranoję. Sytuacja będzie się też zmieniać gdy będę publikował ten tekst i go udostępniał. Sprawdziłem, na razie moje analizy są aktualne. Mamy 8:17 w Polsce, 1 kwietnia 2026 roku.
Ps.: Źródło ilustracji do artykułu –
