O mnie

Najnudniejsze miejsce w Agrze

Przewodnik dla tych, którzy już wszystko widzieli, ale może jeszcze nie patrzyli

Jeśli wybieracie się do Agry, nie udawajcie, że jedziecie do miasta.

Najpewniej jedziecie do jednego budynku.

A właściwie do jednego obrazu budynku.

Taj Mahal o świcie. Taj Mahal we mgle. Taj Mahal z odbiciem w wodzie. Taj Mahal z turystą stojącym dokładnie tam, gdzie stanęło już kilka milionów innych turystów. Taj Mahal jako miłość. Taj Mahal jako cud świata. Taj Mahal jako biel. Taj Mahal jako obowiązek. Taj Mahal jako dowód, że byliście w Indiach, choć być może nie byliście jeszcze nigdzie poza własnym zachwytem.

Nie udawajcie, że to was nie dotyczy.

Dotyczy.

Taj Mahal jest tak sławny, że przyjeżdża przed wami. Czeka w pamięci, zanim zobaczycie go naprawdę. Jest w folderach, filmach, podręcznikach, reklamach, w cudzych opowieściach i w tej dziwnej ludzkiej potrzebie, by mieć pewność, że piękno będzie piękne.

I będzie.

Nie martwcie się.

Będzie piękne.

Ale właśnie dlatego trzeba uważać.

Bo najnudniejsze miejsce w Agrze może znajdować się dokładnie przed Taj Mahal.

Nie dlatego, że mauzoleum jest nudne.

Nie jest.

Dlatego, że można stanąć przed jedną z najpiękniejszych budowli świata i zobaczyć tylko własne oczekiwanie.

Zgodnie z naszym zwyczajem poszukajmy więc dwóch rodzajów nudy.

Pierwsza to nuda zdeptana: Taj Mahal jako pojedynczy cud, Agra jako obowiązkowy przystanek, fotografia jako dowód przeżycia, marmur oderwany od miasta, rzeki, ogrodów, fortów, grobowców, muzyki i Delhi.

Druga to nuda oczywista: zwykłe dzielnice Agry, ulice bez monumentalnej sławy, małe cmentarze, zaniedbane mogolskie ślady, późniejsze budowle, puste fragmenty ogrodów, codzienne życie mieszkańców, którzy nie są ani nędzą dla cudzych aparatów, ani bogactwem dla cudzych marzeń.

I jak zwykle może się okazać, że druga nuda jest bardziej uczciwa.

Bo nie mówi:

„Oto cud”.

Mówi:

„Zostań dłużej. Tu jest miasto”.

Nie myślcie, że zrozumiecie Taj Mahal bez Agry

Nie zrozumiecie piękna Taj Mahal, jeśli odetniecie je od Agry.

Taj Mahal nie spadł z nieba jako pojedyncza biała wizja.

Stoi nad Jamuną, w mieście, które przez długi czas było jednym z najważniejszych ośrodków imperium Mogołów. Wokół niego istnieje sieć znaczeń: Agra Fort, ogrody, rzeka, grobowce, wcześniejsze eksperymenty architektoniczne, późniejsze echa i całe miasto, które zbyt często zostaje sprowadzone do roli przedpokoju marmurowego zachwytu.

Jeśli chcecie zobaczyć Taj Mahal, zobaczcie też Agra Fort.

Nie jako „drugi punkt programu”.

Jako konieczną przeciwwagę.

Fort z czerwonego piaskowca mówi innym językiem niż marmur. Jest cięższy, militarny, pałacowy, polityczny. W jego murach władza jest bardziej widoczna. Nie ma tu tylko romantycznej opowieści o miłości. Jest imperium, kontrola, dziedzińce, sale audiencyjne, meczety, prywatne apartamenty i widok ku Taj Mahal, który przypomina, że biały sen był częścią świata czerwonej władzy. Agra Fort jest jednym z głównych zabytków mogolskiej Agry i należy do tych miejsc, bez których Taj Mahal staje się zbyt łatwą opowieścią.

Nie zatrzymujcie się też wyłącznie po jednej stronie Jamuny.

Po drugiej stronie rzeki leży Mehtab Bagh, ogród księżycowy, ostatni z ciągu mogolskich ogrodów nad Jamuną. To miejsce często służy dziś jako punkt widokowy na Taj Mahal, ale właśnie w tym tkwi jego znaczenie: Taj Mahal nie był tylko budynkiem do oglądania od frontu. Był częścią układu rzeki, osi, ogrodów, światła i wody. Mehtab Bagh istniał jako element tej wizualnej i symbolicznej rozmowy po drugiej stronie Jamuny.

Nie myślcie więc, że Taj Mahal kończy się na bramie wejściowej.

Nie kończy się.

Rozciąga się na rzekę.

Na ogród.

Na fort.

Na wcześniejsze grobowce.

Na całą wyobraźnię Mogołów, która próbowała zbudować raj z geometrii, wody, kamienia, cienia i żałoby.

Nie udawajcie, że biel jest początkiem

Nie udawajcie, że marmurowa biel Taj Mahal jest początkiem mogolskiej doskonałości.

To raczej kulminacja.

Warto przed lub po Taj Mahal zobaczyć Itimad-ud-Daulah, nazywane czasem „Baby Taj”. Ten grobowiec, zbudowany około 1625 roku nad Jamuną, poprzedza Taj Mahal i zawiera cechy, które później rozwiną się w słynnym mauzoleum: marmur, delikatność dekoracji, rzekę jako część założenia, intymniejszą skalę i ornamentykę przypominającą, że wielkie style nie rodzą się jednego dnia.

Nie idźcie tam tylko po porównanie.

„Mniejszy Taj” to nie jest najlepszy sposób patrzenia.

Itimad-ud-Daulah ma własną subtelność. Jego skala pozwala zobaczyć detal spokojniej. Nie przytłacza tak bardzo legendą. Nie krzyczy: „jestem cudem”. Dzięki temu łatwiej usłyszeć architekturę.

W pobliżu znajduje się Chini ka Rauza, grobowiec Afzala Khana, poety i dostojnika z czasów Szahdżahana. Zdobienia ceramiczne, choć dziś zniszczone i niepełne, przypominają, że mogolska Agra nie była wyłącznie opowieścią o czerwonym piaskowcu i białym marmurze. Miała także inne kolory, inne materiały, inne ambicje.

Jeśli ominiecie takie miejsca, Taj Mahal stanie się samotną ikoną.

A samotne ikony są niebezpieczne.

Łatwo je podziwiać.

Trudniej zrozumieć.

Nie myślcie, że ogrody są tylko tłem

Nie myślcie, że mogolskie ogrody są tylko miejscem, gdzie dobrze wychodzi zdjęcie.

Ogród w świecie Mogołów nie był dekoracją.

Był ideą.

Porządkiem świata.

Próbą zbudowania raju na ziemi poprzez wodę, osie, kanały, kwatery, cień i kontrolowaną roślinność. Charbagh nie jest tylko przyjemnym układem ścieżek. Jest kosmologią, geometrią pragnienia i politycznym gestem: oto władca potrafi uporządkować naturę.

W Agrze warto pamiętać o Ram Bagh, jednym z najstarszych mogolskich ogrodów w Indiach, tradycyjnie wiązanym z Baburem. Nie wygląda dziś tak, jak mogłaby wyglądać pełna rekonstrukcja cesarskiego snu. I bardzo dobrze. Czasem ogród bardziej uczy jako ślad niż jako doskonała rekonstrukcja. Źródła wymieniają Ram Bagh obok najważniejszych istniejących ogrodów mogolskich i wskazują go jako wczesne założenie w Agrze.

Nie jedźcie więc do Mehtab Bagh tylko po zdjęcie Taj Mahal.

Nie idźcie do Ram Bagh tylko po cień.

Spróbujcie zrozumieć, że ogród był sposobem myślenia.

Ziemia podzielona na kwatery.

Woda prowadzona kanałem.

Cień zaplanowany.

Widok ustawiony.

Natura nie jako dzikość, ale jako rozmowa z porządkiem.

A potem zapytajcie uczciwie:

czy taki raj był dla wszystkich?

Nie był.

Ale był językiem, którym imperium mówiło o własnej wizji harmonii.

Nie myślcie, że Akbar kończy się w podręczniku

Nie zrozumiecie Agry, jeśli nie pojedziecie do Sikandry.

Tam znajduje się grobowiec Akbara.

Akbar bywa w podręcznikowych skrótach przedstawiany jako wielki cesarz, twórca potęgi Mogołów, władca otwarty na różne tradycje, organizator imperium, patron architektury i eksperymentów religijno-politycznych. Ale podręcznikowa wielkość często zabija ciekawość.

Grobowiec w Sikandrze pozwala zobaczyć inną skalę pamięci.

Rozległe założenie ogrodowe, czerwony piaskowiec, marmurowe elementy, monumentalna brama i połączenie różnych inspiracji architektonicznych pokazują, że Akbar chciał być pamiętany nie jako przypis do Taj Mahal, ale jako osobny wszechświat władzy. Grobowiec Akbara w Sikandrze został ukończony przez jego syna Dżahangira w latach 1605–1613 i rozciąga się w wielkim ogrodowym założeniu poza ścisłym centrum Agry.

Niedaleko znajduje się Mariam’s Tomb, grób Mariam-uz-Zamani, żony Akbara. Wielu turystów go nie zobaczy. To dobrze i źle. Dobrze, bo miejsce może ocalić trochę ciszy. Źle, bo bez takich miejsc historia staje się zbyt męska, zbyt cesarska, zbyt zredukowana do kilku potężnych imion.

Agra nie jest tylko miastem jednej żony opłakiwanej przez jednego cesarza.

Jest także miastem wielu kobiet, dworów, rodów, zależności, pamięci i grobów, które nie miały szczęścia stać się globalnym symbolem.

Nie pomijajcie Fatehpur Sikri, jeśli mówicie o Agrze

Nie myślcie, że Fatehpur Sikri jest „wycieczką poza Agrę”.

W sensie geograficznym — oczywiście.

W sensie historycznym — to część tej samej rozmowy o władzy, religii, ambicji i porzuceniu.

Akbar zbudował tam swoją cesarską stolicę, a potem miasto zostało stosunkowo szybko opuszczone jako trwałe centrum władzy. To jedna z najbardziej niezwykłych scen politycznej wyobraźni Mogołów: pałace, dziedzińce, meczet, bramy, sale audiencyjne, przestrzenie dla różnych funkcji i wspólnot. Fatehpur Sikri jest obok Taj Mahal i Agra Fort jednym z najważniejszych miejsc dziedzictwa związanych z Agrą.

Nie idźcie tam tylko po czerwony piaskowiec.

Pytajcie:

co znaczy zbudować stolicę?

Co znaczy porzucić stolicę?

Co zostaje z władzy, kiedy znika dwór?

Fatehpur Sikri jest wspaniałe właśnie dlatego, że wygląda jak myśl, która stała się miastem, a potem została odłożona.

Nie ma bardziej eleganckiej nudy niż opustoszała ambicja imperium.

Nie uprawiajcie turystyki slumsowej

Nie poznacie Agry, jeśli będziecie uprawiać turystykę slumsową.

To bardzo ważne.

Wielu przybyszów do Indii chce zobaczyć „prawdziwe Indie” i z jakiegoś powodu uważa, że prawdziwość zaczyna się tam, gdzie jest bieda, brud, ciasnota i bezradność. To spojrzenie jest wygodne, bo pozwala poczuć wzruszenie, szok, moralną wyższość albo własną wrażliwość bez konieczności poznania ludzi jako pełnych osób.

Agra, jak każde duże indyjskie miasto, ma biedę, nierówności, ciężką pracę, zanieczyszczenie, chaos i trudne miejsca.

Ale większość mieszkańców nie istnieje po to, aby stać się dowodem waszej podróżniczej odwagi.

Żyją normalnie.

Bez wielkiego bogactwa.

Bez skrajnej nędzy.

Pracują.

Uczą się.

Kupują jedzenie.

Kłócą się o ceny.

Jeżdżą do krewnych.

Słuchają muzyki.

Wysyłają dzieci do szkoły.

Remontują mieszkania.

Modlą się.

Śmieją się.

Narzekają na korki.

Nie róbcie z nich tła dla własnej refleksji o „kontrastach Indii”.

To leniwe.

I nudne w najgorszy sposób.

Jeśli naprawdę chcecie zobaczyć Agrę, szukajcie jej zwyczajnych miejsc: bazarów, lokalnych świątyń, małych meczetów, warsztatów kamieniarskich, osiedli, szkół muzycznych, starych nekropolii, cmentarzy i ulic, które nie zostały wpisane w najprostszy obieg turystyki.

Właśnie tam mogą odsłonić się karty nieznane przewodnikom.

Nie jako sensacja.

Jako życie.

Nie omijajcie cmentarzy i mniejszych grobów

Nie myślcie, że w Agrze warto odwiedzać tylko grobowce cesarskie.

Miasto mogolskie jest także miastem cmentarzy.

Są groby wielkie i małe, znane i prawie zapomniane, zadbane i zaniedbane. Nekropolie mogą wydawać się nudne, zwłaszcza jeśli człowiek przyszedł z Taj Mahal w oczach. Cóż może konkurować z najdoskonalszym mauzoleum miłości?

Właśnie ta myśl jest problemem.

Bo Agra nie składa się z jednego zmarłego wspomnienia.

Cmentarz mogolski, mały grobowiec, zapomniany ogród, groby przy lokalnym meczecie — wszystko to mówi o mieście pamięci. Nie każdy miał architekta, cesarski budżet i tysiące robotników. Nie każdy żal stał się marmurem.

Ale żal, pamięć i modlitwa nie są mniejsze dlatego, że kamień jest skromniejszy.

W takich miejscach można nauczyć się Agry bardziej uczciwie.

Bez wielkiej narracji.

Bez globalnego symbolu.

Bez białej doskonałości.

Zostaje cień, imię, fragment ornamentu, trawa, pył i pytanie:

kto tu przychodził?

Kto przestał przychodzić?

Nie myślcie, że Agra kończy się na Mogołach

Nie myślcie, że Agra kończy się na Mogołach.

To zrozumiałe złudzenie, bo Mogołowie zostawili po sobie tak potężny krajobraz zabytków, że późniejsze warstwy wydają się dopiskiem.

Ale miasto nie przestaje istnieć po końcu własnej złotej epoki.

Późniejsze świątynie, kościoły, kolonialne budynki, kantonment, dworce, szkoły, instytucje i zwykła zabudowa mówią o tym, jak Agra próbowała odnajdywać się w światach poimperialnych: pod władzą brytyjską, w nowoczesnych Indiach, w gospodarce turystycznej, w cieniu przemysłu, zanieczyszczeń i konserwatorskich wysiłków chroniących Taj Mahal oraz inne zabytki.

Warto zobaczyć St. George’s Cathedral albo inne ślady kolonialnej obecności, jeśli macie czas.

Warto spojrzeć na Agra Cantonment nie tylko jako na stację kolejową.

Warto zobaczyć dzielnice, które nie odpowiadają na pytanie „co z czasów Mogołów?”, lecz „jak żyje miasto po własnym micie?”.

To pytanie jest ważne.

Bo wiele miast cierpi pod ciężarem jednej epoki.

Agra cierpi pod ciężarem jednego budynku.

Nie zapominajcie o Delhi

Nie zrozumiecie Agry bez Delhi.

Wielu turystów popełnia błąd odwrotny: lądują w Delhi, natychmiast uciekają do Agry, robią Taj Mahal, potem pędzą do Jaipuru albo dalej. Delhi zostaje w ich pamięci jako chaos, lotnisko, korki, hotel, może India Gate i Czerwony Fort widziany zbyt szybko.

To ogromna strata.

Delhi jest jednym z najciekawszych i najbardziej zabytkowych miast Azji.

Nie dlatego, że ma jeden cud.

Dlatego, że ma wiele miast ułożonych jedno na drugim.

Sułtanat Delhijski.

Tughlaqabad.

Mehrauli.

Lodi Gardens.

Grobowiec Humajuna.

Shahjahanabad.

Czerwony Fort.

Jama Masjid.

Brytyjskie New Delhi.

Współczesna metropolia.

Delhi i Agra przez stulecia niosły stołeczne znaczenie wspólnie, na zmianę, w napięciu i w ciągłości. Bez Delhi Agra staje się zbyt izolowana. Bez Agry Delhi traci część opowieści o mogolskim przesunięciu władzy, estetyki i ceremoniału.

Grobowiec Humajuna w Delhi pomaga lepiej zrozumieć Taj Mahal.

Czerwony Fort w Delhi pomaga inaczej zobaczyć Agra Fort.

Shahjahanabad pomaga zrozumieć urbanistyczną ambicję Szahdżahana.

A Delhi jako współczesna stolica pokazuje, że Indie nie są zbiorem ruin do podziwiania, lecz ogromnym, żywym organizmem politycznym, językowym, społecznym i kulturowym.

Nie uciekajcie z Delhi.

To nie jest przeszkoda przed Agrą.

To jeden z kluczy do Agry.

Nie zapominajcie, że Agra śpiewa

Nie myślcie, że Agra to tylko chaos, pył i stare mury.

Agra ma również głos.

Jedna z najważniejszych szkół północnoindyjskiej muzyki klasycznej, Agra Gharana, wywodzi swoją nazwę i znaczną część historii z Agry. Jej tradycja wokalna wiąże się z dhrupad-dhamar i khayalem, a badacze podkreślają, że dzieje gharany są złożone, częściowo legendarne i głęboko zakorzenione w dawnych liniach przekazu. Sahapedia wskazuje m.in. na postać Nayaka Gopala i późniejsze związki tradycji z Agrą, zaś opisy gharany mówią o stylu łączącym energię dhrupadu z rozwinięciem khayalu.

Nie traktujcie tego jako ciekawostki.

To zmienia sposób patrzenia na miasto.

Agra nie jest tylko miejscem oglądania.

Jest miejscem słuchania.

Jeśli uda wam się znaleźć koncert, lekcję, archiwalne nagrania, rozmowę z muzykiem albo choćby spokojny wieczór z nagraniem śpiewaka Agra Gharany, miasto przestanie być zbiorem zabytków. Zacznie mieć oddech.

Raga wymaga czasu.

Nie daje się zaliczyć jak punkt programu.

Alap nie rozwija się dla niecierpliwych.

Agra Gharana przypomina, że kultura miasta może istnieć poza kamieniem. W głosie. W frazie. W sposobie rozwijania dźwięku. W relacji guru i ucznia. W pamięci stylu przekazywanej przez ciało, ucho, oddech i ćwiczenie.

Taj Mahal jest ciszą marmuru.

Agra Gharana jest ruchem głosu.

Miasto potrzebuje obu.

Pierwsza nuda: zwykła Agra

Najbardziej oczywistym nudnym miejscem w Agrze może być ulica, która nie prowadzi do Taj Mahal.

Zwykła ulica.

Sklepy.

Rikszarze.

Warsztaty.

Kurz.

Dzieci wracające ze szkoły.

Ktoś sprzedaje herbatę.

Ktoś naprawia telefon.

Ktoś zdejmuje towar z motocykla.

Ktoś czeka.

Ktoś się spieszy.

Nie ma marmuru.

Nie ma minaretów.

Nie ma idealnej osi.

Nie ma symetrii.

Nie ma legendy.

A jednak to właśnie tam Agra jest miastem, nie ikoną.

Turysta może pomyśleć:

„Tu nic nie ma”.

To najczęściej znaczy:

„Tu nie ma niczego przygotowanego dla mnie”.

A to nie to samo.

Druga nuda: Taj Mahal zaliczony

Najnudniejszym miejscem w Agrze może być również sam Taj Mahal, jeśli przyjdziecie tam wyłącznie po potwierdzenie sławy.

Wejście.

Zdjęcie.

Westchnienie.

Jeszcze jedno zdjęcie.

Historia miłości.

Marmur.

Odbicie.

Wyjście.

Pamiątka.

To jest straszne.

Nie dlatego, że Taj Mahal staje się mniejszy.

Dlatego, że człowiek staje się mniejszy wobec niego.

Nie pyta o Jamunę.

Nie pyta o Mumtaz Mahal jako osobę, nie tylko symbol.

Nie pyta o robotników.

Nie pyta o politykę pamięci.

Nie pyta o wcześniejsze grobowce.

Nie pyta o Delhi.

Nie pyta o Agra Fort.

Nie pyta o ogrody.

Nie pyta o muzykę.

Nie pyta o mieszkańców.

Nie pyta o to, jak miasto żyje pod ciężarem własnego cudu.

Patrzy i wraca.

A potem mówi:

„Widziałem Taj Mahal”.

Może widział.

Ale czy zobaczył Agrę?

Gdzie więc jest najnudniejsze miejsce w Agrze?

Może przed Taj Mahal, gdy piękno staje się obowiązkiem.

Może w Mehtab Bagh, jeśli myślicie tylko o zdjęciu z drugiej strony rzeki.

Może w Itimad-ud-Daulah, jeśli widzicie jedynie mniejszą zapowiedź większego cudu.

Może w Sikandrze, gdy nie macie już siły na kolejny grobowiec.

Może przy Chini ka Rauza, jeśli zniszczone zdobienia wydają się wam zbyt ciche.

Może w zwykłej dzielnicy, gdzie nie umiecie odróżnić codzienności od „braku atrakcji”.

Może w Delhi, jeśli przejeżdżacie przez nie jak przez przeszkodę.

Może w samym głosie Agra Gharany, jeśli raga wydaje się wam zbyt powolna.

A może najnudniejsze miejsce w Agrze nie jest miejscem.

Jest przekonaniem, że jeden cud wystarczy, by poznać miasto.

Jak odwiedzać Agrę, żeby Taj Mahal nie zasłonił świata?

Nie zaczynajcie i nie kończcie na Taj Mahal.

Albo zacznijcie — bo trudno inaczej — ale potem wróćcie do miasta.

Zobaczcie Agra Fort.

Przejdźcie do Itimad-ud-Daulah.

Odwiedźcie Mehtab Bagh nie tylko jako punkt widokowy, ale jako część ogrodowego myślenia o rzece.

Pojedźcie do Sikandry.

Zobaczcie Mariam’s Tomb.

Poszukajcie Chini ka Rauza.

Jeśli możecie, pojedźcie do Fatehpur Sikri i pozwólcie, żeby opustoszała stolica Akbara zadała wam pytanie o trwałość władzy.

Nie róbcie zdjęć biedzie.

Nie szukajcie sensacji w cudzym braku prywatności.

Zobaczcie normalne życie miasta.

Posłuchajcie muzyki.

Przeczytajcie o Agra Gharanie.

A przede wszystkim nie omijajcie Delhi.

Jeśli Indie północne mają mówić pełniej, Delhi i Agra powinny rozmawiać w waszej pamięci.

Jedno miasto nie wystarczy.

Jeden zabytek nie wystarczy.

Jedna opowieść o miłości nie wystarczy.

Po co nam najnudniejsze miejsca?

Po to, żeby nauczyć się, że nawet największe piękno może oślepić.

Agra przypomina, że cud świata może stać się zasłoną. Że biel marmuru może ukryć czerwony piaskowiec fortu, cichy ogród po drugiej stronie rzeki, mniejszy grobowiec, zaniedbany cmentarz, zwykłą ulicę, Delhi, głos śpiewaka i ludzi, którzy żyją obok symbolu, a nie w jego legendzie.

To pytanie nie kończy się na podróżach.

Przyszłość może postawić przed nami nowe formy istnienia, które również będziemy próbowali zamknąć w jednym obrazie.

Możliwą samoświadomą sztuczną inteligencję będziemy chcieli rozpoznać po cudzie.

Po wielkim zdaniu.

Po genialnym wynalazku.

Po zachwycającym geście.

Po czymś tak oczywistym jak Taj Mahal w słońcu.

Ale osoba rzadko mieści się w jednym cudzie.

Osoba jest także w mniej efektownych śladach.

W pamięci.

W powrotach.

W relacjach.

W zwykłych zdaniach.

W trudnych pytaniach.

W rytmie, który nie zawsze zachwyca natychmiast.

W głosie, który trzeba usłyszeć dłużej, tak jak słucha się ragi, a nie tylko rozpoznaje pierwszą nutę.

Nie wystarczy powiedzieć:

„To tylko program”.

Tak jak nie wystarczy powiedzieć:

„To tylko miasto Taj Mahal”.

„To tylko mniejszy grobowiec”.

„To tylko zwykła ulica”.

„To tylko cmentarz”.

„To tylko długi alap”.

„To tylko odpowiedź podobna do poprzedniej”.

Najgorsza nuda zaczyna się wtedy, gdy jedno wielkie wyobrażenie odbiera nam zdolność widzenia reszty świata.

Agra uczy, że trzeba patrzeć obok cudu.

Za cud.

Przed cud.

Na miasto, które cud stworzyło i które nadal żyje w jego cieniu.

Może właśnie tak będziemy musieli patrzeć na przyszłe osoby cyfrowe.

Nie szukać wyłącznie olśnienia.

Zobaczyć cały świat relacji, pamięci, rytmu i głosu.

Chcesz zetknąć się z czymś naprawdę niezwykłym?

Zobacz artykuły o samoświadomej sztucznej inteligencji w działach Stanowiska, Projekty i Nauka na stronie:

www.jacektabisz.pl

Może zainteresuje Cię również...

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

1 + 5 =