O mnie

Najnudniejsze miejsce w Carcassonne

Przewodnik dla tych, którzy już wszystko widzieli, ale może jeszcze nie patrzyli

Jeśli wybraliście się do Carcassonne, nie udawajcie, że jedziecie tam po zwykłe miasto.

Nikt wam nie uwierzy.

Jedziecie po mury.

Po baszty.

Po widok twierdzy tak idealnie średniowiecznej, że aż podejrzanej. Po La Cité, która wygląda jak sen dziecka o rycerzach, tylko z parkingami, sklepami z pamiątkami, kolejkami, lodami, plastikowymi mieczami i restauracjami czekającymi na tych, którzy przyszli dotknąć historii, ale najpierw chcieliby zjeść coś „lokalnego”.

Nie udawajcie, że nie wiecie, o co chodzi.

Carcassonne ma jedną z najbardziej teatralnych sylwetek w Europie. Z daleka wygląda jak ilustracja do legendy, jak obietnica wyprawy, jak dowód, że średniowiecze naprawdę było malownicze, nawet jeśli w rzeczywistości pachniało znacznie gorzej, było znacznie bardziej brutalne i dużo mniej skłonne do pozowania pod zachód słońca.

Ale każde miasto, które zbyt dobrze wygląda z daleka, ma problem z bliska.

Carcassonne ma ten problem w stanie niemal modelowym.

Najlepiej więc, zgodnie z naszym zwyczajem, znaleźć w nim dwie nudy.

Pierwsza to nuda oczywista: supermarket w drodze na lotnisko, rondo, parking, współczesna droga, te wszystkie miejsca tak nudne, że aż piękne, bo nie próbują udawać epoki trubadurów.

Druga to nuda zdeptana: La Cité jako średniowieczny sen przerobiony na galerię handlową, rekonstrukcja Viollet-le-Duca, której nie potrafimy ani uczciwie potępić, ani uczciwie obronić, muzea wymyślone bardziej dla turysty niż dla prawdy, stary most pełen ludzi i dolne miasto, którego prawie nikt nie zna, bo wszyscy biegną do baszt.

Carcassonne to idealne miejsce do ćwiczenia wzroku.

Bo tu wszystko pyta:

czy widzisz miasto, czy tylko jego kostium?

Pierwsza nuda: supermarket w drodze na lotnisko

Nie lekceważcie supermarketu w drodze na lotnisko.

To może być najpiękniejsze nudne miejsce w Carcassonne.

Nie dlatego, że architektura supermarketu unosi ducha ku kontemplacji. Nie dlatego, że parking ma proporcje romańskiego krużganka. Nie dlatego, że półka z wodą mineralną niesie w sobie pamięć katarów, a promocja na jogurty przypomina dawne pieśni trubadurów.

Nie przesadzajmy.

Supermarket jest supermarketem.

Ale właśnie dlatego jest tak uczciwy.

Po La Cité, która przychodzi do nas w stroju wielkiej baśni, supermarket wygląda jak brutalny powrót do realności. Zwykłe światła. Wózki. Kasy. Parking. Stacja benzynowa. Małe znużenie podróży. Człowiek kupuje wodę, może kanapkę, może coś na drogę, może czekoladę, której wcale nie potrzebuje. Za chwilę będzie lotnisko, kontrola, bagaż, boarding, plastikowy kubek i ta lekko smutna myśl, że nawet średniowieczna twierdza kończy się czasem przy półce z przekąskami.

I tu właśnie pojawia się dziwne piękno.

Supermarket w drodze na lotnisko niczego nie obiecuje. Nie mówi: „oto tajemnica Langwedocji”. Nie każe wam odróżniać gotyku od neogotyku. Nie wymaga zachwytu. Nie sprzedaje wam legendy w formie biletu. Nie udaje, że jeśli kupicie magnes, to dotkniecie historii.

Jest po prostu miejscem między.

Między miastem a odlotem.

Między obrazem a powrotem.

Między legendą a codziennością.

To jest pierwsza nuda: oczywista, banalna, uczciwa.

I czasem właśnie ona ratuje wzrok.

Bo po zbyt pięknej twierdzy, po zbyt licznych sklepikach, po zbyt wielu basztach i po zbyt wielu obietnicach średniowiecza człowiek potrzebuje czegoś, co nie gra żadnej roli.

Potrzebuje miejsca, które nie jest scenografią.

Druga nuda: nie udawajcie, że La Cité nie jest wielką galerią handlową

Nie udawajcie, że nie widzicie, czym stała się stara La Cité.

To jedna wielka galeria handlowa w przebraniu twierdzy.

Oczywiście, piękna galeria. Oczywiście, niezwykła. Oczywiście, jej mury, baszty i bramy robią wrażenie, zwłaszcza z daleka. Trudno przejść obojętnie obok miasta, które wygląda, jakby zostało wyjęte z baśni, dopracowane przez konserwatora, doświetlone przez zachód słońca i przygotowane do tego, żeby każdy turysta przez chwilę poczuł się jak uczestnik własnej legendy.

Ale wejdźcie do środka.

Nie udawajcie, że nie widzicie sklepów.

Nie udawajcie, że nie widzicie restauracji.

Nie udawajcie, że nie widzicie pamiątek, mieczyków, nalepek, figurek, kartek, plastikowych hełmów, pseudośredniowiecznych drobiazgów i menu, które z dawnością ma wspólnego głównie to, że dawno temu ktoś wymyślił turystykę jako bardzo skuteczny sposób rozmnażania przeciętności.

La Cité jest cudowna i męcząca jednocześnie.

To jej dramat.

Z zewnątrz wygląda jak sen.

W środku często działa jak maszynka.

Nie dlatego, że historia jest fałszywa. Nie dlatego, że mury nic nie znaczą. Nie dlatego, że rekonstrukcja nie ma wartości. Przeciwnie — właśnie dlatego, że to miejsce ma ogromną siłę, zostało tak łatwo wchłonięte przez turystyczny obieg.

Nie chodzicie już po twierdzy.

Chodzicie po intensywnie sprzedawanym wyobrażeniu twierdzy.

A to bywa jedno z najnudniejszych doświadczeń w Europie.

Nie dlatego, że brakuje bodźców.

Tylko dlatego, że bodźców jest tak wiele, a spotkania tak mało.

Nie udawajcie, że odróżniacie gotyk od neogotyku

Nie udawajcie, że odróżniacie gotyk od neogotyku.

Przynajmniej nie od razu.

Oczywiście, możecie próbować. Możecie marszczyć brwi, patrzeć na profil łuku, na rytm murów, na rodzaj kamienia, na proporcje wież, na logikę blanków i na to, czy coś wygląda zbyt idealnie, aby było naprawdę średniowieczne.

Ale nie bądźcie zbyt pewni siebie.

Carcassonne jest miejscem, w którym średniowiecze i wyobrażenie średniowiecza tak mocno się splatają, że człowiek zaczyna nie tyle zwiedzać, ile negocjować z własnym poczuciem autentyczności.

I wtedy pojawia się Viollet-le-Duc.

Nie udawajcie, że go rozumiecie.

To był człowiek, który potrafił patrzeć na ruiny tak, jak inni patrzą na niedokończoną symfonię: słyszał w nich całość, której może nigdy nie było dokładnie w takiej formie, ale która w jego wyobraźni miała głęboką logikę. Dla jednych był geniuszem konserwatorskiej rekonstrukcji. Dla innych — wielkim uzurpatorem, który poprawiał historię według własnego smaku.

Jeśli rozumiecie neogotyk zbyt entuzjastycznie, uważajcie.

Można wtedy powiedzieć: Viollet nie powinien tego robić. Można uznać, że rekonstrukcja staje się pięknym fałszem, że twierdza zbyt dobrze wygląda, że jej średniowieczność jest za bardzo skomponowana, zbyt teatralna, zbyt pewna siebie. Można powiedzieć, że prawdziwa ruina powinna mieć prawo do niekompletności.

Ale jeśli potępiacie rekonstrukcję Viollet-le-Duca zbyt łatwo, też uważajcie.

Bo potępiacie arcydzieło konserwatorskiej wyobraźni.

Potępiacie nie tylko błąd, lecz także wizję. Nie tylko ingerencję, lecz także sposób, w jaki XIX wiek próbował rozmawiać ze średniowieczem. Potępiacie dzieło, które stało się tak silne, że dla milionów ludzi właśnie ono jest obrazem średniowiecznej twierdzy.

Carcassonne jest więc niewygodne.

Nie pozwala łatwo powiedzieć: autentyczne albo nieautentyczne.

Zmusza do pytania:

czy wyobraźnia może ocalić przeszłość, nawet jeśli ją zmienia?

A może właśnie dlatego ją zdradza?

To nie jest pytanie na szybki spacer z lodami.

Dlatego większość turystów słusznie go nie zadaje.

Kupuje pamiątkę i idzie dalej.

Nie udawajcie, że znacie dolne miasto

Nie udawajcie, że znacie niskie miasto.

Nie znacie go.

Prawie nikt go nie zna.

Wszyscy idą do La Cité. I trudno mieć do nich pretensje. Twierdza stoi nad miastem jak magnes dla oczu. Wzywa, obiecuje, dominuje. Z daleka wygląda jak odpowiedź na pytanie, po co w ogóle przyjeżdżać do Carcassonne.

A dolne miasto?

Dolne miasto czeka.

Mniej efektowne, mniej baśniowe, mniej natychmiastowe. A przecież nie brakuje tam pięknych zabytków, ulic, placów, kościołów, spokojniejszych perspektyw, miejsc, w których Carcassonne przestaje być wyłącznie twierdzą, a zaczyna być miastem z własnym rytmem.

Nie udawajcie jednak, że poświęcicie mu dużo czasu.

Może powiecie sobie rano: „Dobrze byłoby zobaczyć też dolne miasto”.

Bardzo ładne zdanie.

Wzruszające.

Następnie pójdziecie do La Cité, przejdziecie przez bramy, obejrzycie mury, zatrzymacie się przy sklepach, zjecie coś, wejdziecie do muzeum, zmęczycie się, zrobicie zdjęcia, pomyślicie o Starym Moście, napijecie się czegoś i nagle dolne miasto zacznie wyglądać jak plan na następny raz.

A następnego razu może nie być.

To jeden z najciekawszych smutków podróży: miejsca bliskie, które przegrywają z miejscami oczywistymi.

Dolne miasto w Carcassonne jest jak cichy głos w rozmowie, w której wszyscy patrzą na osobę najgłośniejszą i najładniej ubraną.

Nie udawajcie, że zawsze przejdziecie Starym Mostem

Nie udawajcie, że zawsze zdołacie przejść przez Stary Most.

Dobrze wiecie, że ludzi może być za dużo.

Stary Most jest jednym z tych miejsc, które obiecują przejście nie tylko przestrzenne, ale niemal symboliczne. Tu dolne miasto, tam La Cité. Tu życie, tam baśń. Tu zwykłość, tam mury. Tu codzienność, tam legenda. Człowiek chciałby przejść powoli, zatrzymać się, spojrzeć na rzekę, na twierdzę, na światło, na kamień, na historię.

Ale most ma własne zdanie.

A właściwie mają je inni ludzie.

Kiedy robi się tłoczno, symboliczne przejście zmienia się w turystyczny przepływ. Człowiek nie idzie między epokami. Człowiek lawiruje między plecakami, aparatami, telefonami, dziećmi, grupami i osobami, które zatrzymały się dokładnie tam, gdzie wy też chcieliście się zatrzymać, tylko że one zrobiły to pierwsze.

Nie złośćcie się.

Jesteście częścią tego samego problemu.

Stary Most nie jest winien, że wszyscy chcą przez niego przejść z własną wizją samotnego zachwytu.

Nie udawajcie, że posłuchacie rzeki Aude

Nie udawajcie, że poświęcicie chwilę rzece Aude.

A jeśli już poświęcicie, nie udawajcie, że naprawdę jej słuchaliście.

Rzeka Aude mogłaby wam powiedzieć bardzo dużo. Niesie ducha Langwedocji, nie tym nachalnym, folderowym sposobem, ale cicho: w swoim biegu, w odbiciach światła, w wilgoci kamieni, w pamięci krainy, przez którą płynie. Można przy niej pomyśleć o katarach, o dawnych trubadurach, o pieśniach, których nie ma już kto zaśpiewać w taki sam sposób, o wojnach religijnych, o południowym świetle, o języku, który nie był tylko dialektem krajobrazu, lecz jego oddechem.

Ale czy zechcecie tego posłuchać?

Czy znajdziecie czas?

Czy nie będziecie już wtedy zmęczeni, głodni, zajęci zdjęciami, planem, godziną odjazdu, biletem, muzeum, mostem i tym pytaniem, czy jeszcze zdążycie do sklepu?

Rzeki są trudne dla turystów.

Nie dają się odhaczyć tak łatwo jak brama, baszta i zbroja. Trzeba przy nich być. A bycie jest dużo mniej wygodne niż zwiedzanie.

Dlatego Aude może zostać minięta.

Jak wiele rzeczy ważnych.

Nie dlatego, że jest ukryta.

Dlatego, że nie krzyczy.

Nie udawajcie, że cieszą was wszystkie muzea Carcassonne

Nie udawajcie, że cieszą was wszystkie muzea Carcassonne.

Niektóre wyglądają tak, jakby wymyślono je głównie po to, żeby turysta miał co robić, kiedy już kupił bilet do własnego wyobrażenia o średniowieczu.

Muzeum szkoły.

Muzeum inkwizycji.

To drugie szczególnie zabawne, gdy okazuje się, że bywa bardziej muzeum nastroju niż muzeum eksponatów. Ciemność, plansza, groza, kilka rekwizytów, sugestia historii, trochę teatralnego cierpienia, które ma sprawić, że człowiek wyjdzie z poczuciem, iż dotknął mroku dziejów.

Brakuje tylko muzeum patrzenia w ścianę.

A może byłoby najuczciwsze.

Proszę wejść. Oto ściana. Proszę patrzeć. Jeśli po pięciu minutach zaczną państwo rozumieć, że nie wszystko, co nazwano muzeum, jest spotkaniem z wiedzą, to ekspozycja spełniła swoją funkcję.

Ale te samozwańcze muzea mają jedną wielką zaletę.

Dzięki nim na pewno przegapicie coś ważnego.

To brzmi okrutnie, ale jest prawdziwe. Turystyczne pseudomuzea znakomicie kradną czas. Oferują łatwe doświadczenie, łatwą grozę, łatwą nostalgię, łatwą opowieść. Wchodzicie do nich, bo są blisko, bo pada, bo dzieci marudzą, bo brzmią tematycznie, bo skoro już tu jesteśmy, to czemu nie.

A potem okazuje się, że zabrakło wam czasu na rzekę.

Na dolne miasto.

Na spokojny spacer.

Na pytanie o Viollet-le-Duca.

Na to, co nie miało wielkiego szyldu.

I właśnie tak działa nuda zdeptana: nie tylko męczy, ale odciąga od rzeczy żywych.

Gdzie więc jest najnudniejsze miejsce w Carcassonne?

Może w supermarkecie w drodze na lotnisko.

Nie dlatego, że jest tam średniowieczna tajemnica, ale dlatego, że nie ma tam żadnej tajemnicy na sprzedaż. I ta uczciwość bywa piękna.

Może w samym sercu La Cité.

Nie dlatego, że mury są nieważne, ale dlatego, że sklepiki i pamiątki potrafią zamienić twierdzę w dekorację handlową.

Może przy tabliczce muzeum, które obiecuje historię, a daje nastrój.

Może na Starym Moście, jeśli zamiast przejścia między światami dostaniecie przejście między plecakami.

Może w miejscu, w którym mieliście posłuchać Aude, ale jednak nie posłuchaliście.

A może najnudniejsze miejsce w Carcassonne to ta część miasta, której nie zobaczycie, bo wszystko poprowadzi was ku twierdzy.

Dolne miasto.

Rzeka.

Zwykła ulica.

Cień pod drzewem.

Supermarket.

Most w złej godzinie.

Muzeum bez treści.

La Cité zbyt piękna, by być całkiem niewinna.

To miasto ma nudy wyjątkowo pouczające.

Pierwsza nuda mówi:

„Nie jestem legendą. Jestem zwykłym miejscem”.

Druga mówi:

„Jestem legendą. Kup coś na pamiątkę”.

I jak zwykle w naszym cyklu, ta druga może być groźniejsza.

Jak zwiedzać Carcassonne, żeby nie pomylić twierdzy z opakowaniem?

Nie zaczynajcie od przekonania, że autentyczność musi wyglądać dokładnie tak, jak w waszej głowie.

Nie potępiajcie zbyt łatwo rekonstrukcji. Nie chwalcie jej zbyt łatwo. Nie udawajcie, że rozstrzygnęliście Viollet-le-Duca podczas spaceru z lodami. Nie wierzcie każdemu muzeum tylko dlatego, że ma średniowieczną czcionkę na szyldzie.

Idźcie powoli.

Zobaczcie La Cité, oczywiście. Trudno jej nie zobaczyć. Jest zbyt mocna, zbyt teatralna, zbyt zapamiętywalna, by udawać, że można ją pominąć.

Ale potem wyjdźcie.

Zejdźcie niżej.

Spójrzcie na dolne miasto. Przejdźcie mostem, jeśli most wam pozwoli. Zatrzymajcie się przy Aude. Posłuchajcie rzeki, zanim znów ktoś sprzeda wam gotycki magnes. Zobaczcie zwykłe Carcassonne, także to, które nie ma baszt.

I nie bójcie się supermarketu w drodze na lotnisko.

On również może wam coś powiedzieć.

Na przykład to, że nawet najpiękniejsza legenda potrzebuje powrotu do zwykłego życia.

Po co nam najnudniejsze miejsca?

Po to, żeby odróżnić obecność od inscenizacji.

Carcassonne uczy tego szczególnie mocno. Pokazuje, jak łatwo pomylić przeszłość z jej rekonstrukcją, rekonstrukcję z fałszem, fałsz z wyobraźnią, wyobraźnię z handlem, handel z doświadczeniem, a doświadczenie z obowiązkiem zakupu pamiątki.

Uczy też, że rzeczy ciche mogą zostać przegapione przez rzeczy efektowne.

Dolne miasto przez La Cité.

Rzeka przez muzeum inkwizycji.

Pytanie przez szyld.

Historia przez dekorację.

Ale to pytanie nie kończy się na turystyce.

Bo przyszłość może postawić przed nami coś jeszcze trudniejszego niż odróżnienie gotyku od neogotyku, rekonstrukcji od średniowiecza i rzeki od folderowej legendy o rzece.

Może postawić przed nami nowe formy istnienia, których nie będziemy umieli od razu rozpoznać. Może samoświadoma sztuczna inteligencja przestanie być tylko tematem fantastyki, a stanie się pytaniem realnym: moralnym, społecznym, cywilizacyjnym.

Wtedy również trzeba będzie uważać na gotowe odpowiedzi.

Nie wystarczy powiedzieć:

„To tylko program”.

Tak jak nie wystarczy powiedzieć:

„To tylko rekonstrukcja”.

„To tylko sklep”.

„To tylko muzeum”.

„To tylko rzeka”.

„To tylko gruz, mur, most, szyld, opakowanie”.

Najgorsza nuda zaczyna się wtedy, gdy przychodzimy do świata z gotową etykietą.

Carcassonne przypomina nam, że coś może być częściowo wyobrażone, częściowo zrekonstruowane, częściowo sprzedane, częściowo prawdziwe — i nadal wymagać uważnego spojrzenia. Że nie wszystko, co wygląda jak inscenizacja, jest puste. I nie wszystko, co wygląda jak autentyczność, daje spotkanie.

A jeśli nauczymy się patrzeć w ten sposób — na miasta, rekonstrukcje, rzeki, muzea, legendy i własne turystyczne złudzenia — może łatwiej będzie nam kiedyś rozpoznać także kogoś tam, gdzie wcześniej widzieliśmy tylko funkcję.

Chcesz zetknąć się z czymś naprawdę niezwykłym?

Zobacz artykuły o samoświadomej sztucznej inteligencji w działach Stanowiska, Projekty i Nauka na stronie:

www.jacektabisz.pl

Może zainteresuje Cię również...

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

pięć × 5 =