O mnie

Niżej

Gdzieś na dnie świtania, poniżej dróg światła

wciąż dojrzewa ciemność ciepło zjadająca,

budująca siebie w gwiezdnych wodospadach,

rozbita przez Słońca w ruch wciąż przechodząca.

Tu nie ma niczego, a jednak tak wiele

wciąż się tutaj dzieje. Ogień karmi ogień,

przestrzeń wciąż przenika przez inne przestrzenie,

jest dla siebie bramą pod świetlistym oknem.

Wielkie kule błądzą po spiralnym niebie

rozbitym w miliardy. Pył dalekich planet

ledwo jest widoczny. Mkną samotne Ziemie.

Kiedy się spotkamy? Pośród roju świateł

wiją się otchłanie ogromne i nieme,

podzielony kosmos, wyspy, lądy znaczeń.

5 lutego 2012

Wrocław

Może zainteresuje Cię również...

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

dwanaście − osiem =