Prezydent Trump ponownie odwołał ultimatum w zasadzie bez powodu. Teoretycznie powodami była narracja prezydenta Pezashkiana o „kolapsie Iranu” i całkowita zmiana tonu prezydenta Iranu. Plus przepuszczenie jednego japońskiego statku. Przez moment analitycy sądzili, że Vahidi, szef IRCG oraz faktyczny „władca” dżihadystycznego Iranu zginął, uciekł, albo zniknął.
Dziś okazuje się, że wszystko jest bez zmian. Zmienił się tylko ton wypowiedzi Pezeshkiana (choć w mediach irańskich deklaruje całkowite oddanie i jedność z IRCG). Więc ton zmienił się częściowo i na zewnątrz. Oczywiście istnieje przypuszczenie, że skoro IRCG kontroluje irańskie media, Pezeshkian musi udawać. Musi się też pokazywać w mediach, bo inaczej IRCG go usunie.
Wiele jednak wskazuje na to, że prezydent Trump dawno już zrezygnował z idei centralnego ataku na Iran. Woli oblężenie, odcięcie Iranu od zasobów i od możliwości handlu ropą. Za najpóźniej kilkanaście dni Iran nie będzie miał też już przestrzeni magazynowej dla wydobywanej ropy i jego szyby naftowe ulegną nieodwracalnej degradacji.
Dlaczego zatem Pakistan po raz kolejny prowadzi negocjacje, choć tyle razy już zawiódł. Tym razem ma dopilnować oddania wzbogaconego uranu przez Pezeshkiana i jego frakcję, wojsko Artesz itp. Najprawdopodobniej jednak Pakistan to „teatr dla giełd”, a Trump gra z nimi pod stołem, zachęcając aby markowali z góry skazane na niepowodzenie negocjacje. „Pakistański gwarant” to idealna zasłona dymna dla obu stron.
Gdyby Trump naprawdę wierzył, że Pakistan (kraj pogrążony w gigantycznym kryzysie zadłużenia, który w tym miesiącu musiał spłacić 4,8 mld USD) jest w stanie fizycznie zmusić Gwardię Rewolucyjną (IRGC) do oddania uranu, byłby naiwny. Trump nie jest naiwny – jest pragmatykiem.
Trump ufa Pakistańczykom, gdyż ci potrzebują dolarów od USA i Arabii Saudyjskiej, żeby nie zbankrutować. Trump dał im rolę mediatora, by mogli „zapracować” na pakiety pomocowe (Suna dostała już 2 mld USD od Saudów w zeszłym tygodniu jako „bonus” za mediację). Inwestorzy na Wall Street boją się nieprzewidywalności. Jeśli Trump mówi: „Bombarduję o 02:00”, ropa skacze do $200. Jeśli mówi: „Pakistan zagwarantował, że uran wyjedzie”, giełda się uspokaja. To zarządzanie zmiennością, a nie wojna.
W normalnych warunkach Trump zniszczyłby sojusznika, który nie dowozi dilu. Ale tutaj brak rezultatu jest mu na rękę. Dopóki „trwają negocjacje” pod przewodnictwem Pakistanu, Trump może utrzymywać totalną blokadę morską bez oskarżeń o to, że chce zagłodzić Iran. Mówi światu: „Przecież czekam na propozycję z Islamabadu, to nie moja wina, że idzie powoli”.
W tym czasie irańskie złoża naftowe niszczeją, a IRGC traci pieniądze. Pakistan jest dla Trumpa „bezpiecznym kanałem”, który pozwala mu dusić Iran bez konieczności odpalania drogich rakiet.
Jak się ma możliwa maskirowka prezydenta Pezeshkiana w tym układzie? Bo jest dość prawdopodobne, że Pezeshkian jest całkowicie uzależniony od Vahidiego, choć rzekomo sprzeciwia się mu i rzekomo chce go odsunąć od władzy. Gdy kończyło się ultimatum amerykańskie z ostatniej nocy, można było wręcz odnieść wrażenie, że ludzie Pezeshkiana wręcz zlikwidowali Vahidiego, choć kilka godzin wcześniej było pewne, że Vahidi stał się jedynym ośrodkiem faktycznej władzy w Iranie.
Jeśli Pezeshkian rzeczywiście udaje, to Trump o tym wie. Trump pozwala mu na ten teatr, bo Pezeshkian daje twarz „pokojowemu rozwiązaniu”, co uspokaja Chiny i Europę. Dla Trumpa to układ idealny: Pakistan udaje mediatora, Pezeshkian udaje prezydenta, a on sam trzyma trzy lotniskowce w Ormuzie i faktycznie kontroluje 100% przepływu ropy.
Jeśli Pakistan jest tylko teatrem, to Trump może uderzyć w dowolnym momencie, twierdząc, że:
„Pakistan został oszukany przez Vahidiego, więc ja – jako jedyny sprawiedliwy – muszę wkroczyć, by uratować świat przed brudną bombą”.
To daje Trumpowi moralną i polityczną wyższość. Uderza nie jako agresor, ale jako „rozczarowany negocjator”, któremu skończyła się cierpliwość.
Mamy więc zapewne do czynienia z wielopoziomowym oszustwem. Opinia publiczna sądzi, że Pakistan negocjuje, uran jest „blisko” wyjazdu. Giełdy sądzą, że sytuacja jest stabilna, nie ma co panikować. W rzeczywistości: Trump dusi Iran blokadą, a Pakistan zarabia na byciu „pośrednikiem”, wiedząc, że i tak nie ma wpływu na bunkry Vahidiego. Pakistan nie jest „gwarantem uranu” – Pakistan jest „gwarantem spokoju na rynkach”. A Trump to świetny reżyser, który wie, że dopóki kamera jest skierowana na negocjacje w Islamabadzie, on może po cichu wykańczać IRGC ekonomicznie.
Jednocześnie, jeśli IRGC uzna, że „Trump tylko szczeka”, jego funkcjonariusze mogą przestać ukrywać uran lub mobilne wyrzutnie. Wtedy USA mogą uderzyć w środku dnia, bez żadnego licznika na ekranach telewizorów. Skorzystają z osłabienia ostrożności przeciwnika.
A póki co dla Trumpa to układ idealny: Pakistan udaje mediatora, Pezeshkian udaje prezydenta, a on sam trzyma trzy lotniskowce w Ormuzie i faktycznie kontroluje 100% przepływu ropy. Dodajmy do tego równania proxy war z Chinami i łatwiej zrozumiemy, że frontalny atak nie jest najpewniej dla prezydenta Trumpa najlepszą taktyką. Przynajmniej na razie.
Trump nie odwołał ultimatum, bo “uwierzył” Iranowi. Odwołał je, bo zrozumiał, że czas niszczy Iran skuteczniej niż Tomahawki. Za dwa tygodnie Iran nie będzie miał gdzie wlewać ropy – i wtedy Vahidi albo wyda uran, albo jego właśni oficerowie go zastrzelą, byle tylko móc znowu handlować z Chinami. A nawet jeśli oficerowie będą woleli medytować z Vahidim na ruinach, to Iran będzie znacznie słabszy niż jeszcze tydzień temu. Odbudowa państwa, które straciło większość swojego arsenału łącznie z fabrykami, które ten arsenał tworzą, musi być opłacana. Obecnie Vahidi nie tylko jest odcięty od bieżących środków, ale też traci potencjał na przyszłość.
Jak pisze i mówi Trump: „Iran właśnie nas poinformował, że są w stanie kolapsu. Chcą, żebyśmy otworzyli Ormuz tak szybko, jak to możliwe, podczas gdy oni próbują ogarnąć swoją sytuację przywódczą (co wierzę, że im się uda!)”.
Trump udaje „dobrego wujka”, który daje im czas na „pucze wewnętrzne”, ale w rzeczywistości to on trzyma nogę na ich gardle. To nie jest czekanie na uran – to jest czekanie, aż reżim sam się rozpadnie pod presją braku gotówki. Wywiad (Kpler/ISW) donosi, że Iranowi zostało od 12 do 22 dni, zanim jego magazyny na ropę zostaną fizycznie zapełnione. Po tym terminie Iran będzie musiał zacząć zalewać własne szyby naftowe, co trwale je uszkodzi. Trump o tym wie – on nie czeka na uran w kontenerze, on czeka na bankructwo techniczne całego kraju. Pezeshkian udaje, że negocjuje, Vahidi udaje, że trzyma bunkry, a Trump udaje, że „czeka na wynik”, podczas gdy tak naprawdę zacieśnia kordon morski.
W Teheranie odbyło się dramatyczne posiedzenie Rady Bezpieczeństwa Narodowego pod przewodnictwem Mohammada Baghera Zolghadra (twardogłowy z IRGC). Służby ostrzegły, że gospodarka nie wytrzyma więcej niż 6–8 tygodni blokady (która trwa od 13 kwietnia). IRGC boi się nie tylko Trumpa, ale przede wszystkim nieuchronnych protestów głodowych. Być może to dlatego Pezeshkian udaje w mediach jedność z Gwardią – boi się, że jeśli pęknie teraz, IRGC zacznie strzelać do cywilów na ulicach Teheranu. Bardziej jednak prawdopodobna jest tu mistyfikacja.
