O mnie

Obłok i ziarno

    Ten dzień wyrasta z nowej ziemi. Jej kwiaty wzniosły się wysoko, a nad nimi drzewa, rzucające cienie. Każdy, kto tu jest, musi powitać, każdy nieobecny musi się pożegnać. Płomień horyzontu trwa niszcząc i tworząc, w jego bezkresie lśni oko przestrzeni, płynące wolno przez czas i ponad czasem. Tą tajemnicę znają ptaki, zbierające się w stada aby ją otworzyć swoją podróżą, łączącą lądy rozerwane mocno. Kto spojrzy na ich skrzydła, odnajdzie w ich piórach jasność myśli i smak wiatru, który płynie bez granic. Pokolenia skrzydlatych wędrowców rodzą się i odchodzą. Dzięki nim zachowana jest wiedza o tym, że nie istnieje nic i istnieje wszystko.

Lecz to nie wszystko. W ciemnych oczach ptaków przegląda się niebo, zaś one w nim się dostrzegają. Gdy echo odbić narasta pewnym dźwiękiem, poza bytem i niebytem można usłyszeć melodię ciągłych przemian. W niej wszystko staje się inne, a dzięki temu, że trwa, wszystko trwa. Gdy dzień ustępuje nocy, w miejscu ptaków pozostają gwiazdy. Inne są kontynenty, które łączą swym lotem przez próżnię wszechświata. Ich roje układają się w tajemnicze wzory, a symfonia dźwięków narasta. Rozbita harmonia wybucha chaosem, zaś chaos opada w nową harmonię. To napięcie buduje bezmiar krain, a także drogę, która wiedzie przez ich ziemie. Ta droga jest mała jak ziarno piasku i większa od przestrzeni. Gdy zaś spojrzeć na nią uważniej, jej rozmiar rozwiewa się jak mgła. Tym co umilkło jest ten który patrzy, zaś głośne stało się wszystko inne. Gdy dźwięk przekracza swoje fundamenty, to co go wspierało zanika jak sen. Pozostaje sam, gotów na to, by budować miejsca dalsze, mocniej nasycone ruchem. Nie ma końca tego nasycenia, zmienność przybiera na sile.

Gdy wyczerpią się wszystkie nieskończoności, wszystkie kategorie i stany wypełniania łączą się w jednej pustce, i jednej obecności, której wiele więcej ponad te dwa stany. Ta pełnia jest burzową chmurą. Nie długo trzeba czekać na jej deszcz i jego nurty, które powrócą w cyklu świata światów. Jednakże za każdym razem pełnia tego obłoku jest silniejsza, mocniejsza w swoim powstaniu i inna, tak jak dwie najbardziej odległe rzeczy znane komukolwiek mogą być tylko inne.

Lecz i to nie koniec. Oprócz chmury skrzy się we wszystkim jedna iskra, zawsze taka sama i zawsze inna. Jej prawem jest inność i tożsamość, ona jest wszystkim, odniesiona do wszystkiego przemienia się w sobie i do siebie powraca. Ona nie ciąży, ani nie oddala. Ona jest szeptem i huraganem. Każdy zaciska ją w swojej dłoni, lecz nikt jej nie dojrzy. W niej płynie obłok, a ona jest obłokiem. Nic nie jest od niej szybsze, choć wszystko przed nią ucieka, lecz ona zawsze umie schwytać samą siebie, choć trwa bez ruchu. Z niej jest każde słowo, z niej jest każdy piszący i jego myśl. Ona jest kartką papieru, atramentem i piórem. Ona jest pomysłem i realizacją. Ona jest wszędzie, gdzie jest coś innego. Ona nie jest wcale, gdyż zna wszystko, a wszystko nie jest tylko bytem. W ilości jej stanów byt tonie, jak okruch w rosnącej wciąż nieskończoności. Ona jest też mniejsza od jednego, bardziej nieruchoma niż bezruch, bardziej pusta niż pustka. Nic bez niczego jest jej środkiem, o ile można rozdzielić na pół nieskończoność. Ona nie zna czasu, a jednak narasta, ona go nie odrzuca, a jednak jest trwała. Gdzie nie ma jej, jest ona, gdy siebie wyklucza, wciąż pozostaje. Przeglądając się we własnym lustrze odpowiada na zagadki zadawane samej sobie bez głosu, obecności i trwania.

Może zainteresuje Cię również...

Delhi

Czytaj dalej

Niżej

Czytaj dalej

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

dwa × pięć =