Jak zwykle przygotowałem stanowisko w ramach Polskiego Stowarzyszenia Racjonalistów. Później zmienili je i poprawili pozostali członkowie zarządu stowarzyszenia, lecz tym razem większość tez, które chciałem przekazać w tym stanowisku utrzymała dość podobną formę do moich pierwotnych założeń.
Chodzi oczywiście o Iran, o jakiekolwiek, symboliczne w tym momencie wsparcie dla Irańczyków walczących o wolność na ulicach, w ramach beznadziejnych (być może) protestów. Pewien mój pesymizm bierze się z tego, że nie jest to jedyny zryw części Irańczyków przeciwko reżimowi ajatollahów w ostatnich latach. Jak wiemy z poprzednich protestów niewiele zostało.
Zobaczmy najpierw ostateczną wersję stanowiska PSR:
„Jako Polskie Stowarzyszenie Racjonalistów od dawna jesteśmy przeciwnikami totalitarnych i autorytarnych reżimów, w tym systemów teokratycznych, które trwają i wciąż na nowo pojawiają się na świecie. Walka Narodu Irańskiego z okrutnym teokratycznym reżimem islamskich ajatollahów jest nam ogromnie bliska. Z całego serca solidaryzujemy się z dzielnymi Irankami i Irańczykami, którzy walczą o wolność. Apelujemy do wszystkich demokratycznych i cieszących się wolnością państw i narodów o wspieranie walki Irańczyków o wolność, podstawowe prawa człowieka i normalny, otwarty świat wokół nich, gdzie ludzie są ważniejsi od ideologii, gdzie życie każdego człowieka ma wartość i znaczenie.
Wobec okrucieństwa i przemocy ajatollahów jedyną odpowiedzią jest siła i stanowczość. My, jako zwykłe stowarzyszenie, posiadamy głównie słowa. Jednak państwa europejskie mają realne możliwości działania w celu wsparcia i wyzwolenia Irańczyków od ich teokratycznego reżimu. Obecnie głównie USA wśród światowych potęg wydają się rzeczywiście reagować na zaistniałą sytuację. Jako Polacy i Europejczycy nalegamy na pomoc oraz wsparcie humanitarne ze strony Polski i Unii Europejskiej.
Jednocześnie wyrażamy obawę, aby nikt nie zagarnął wolnościowej rewolucji Irańczyków. Pamiętamy Arabską Wiosnę, na której plecach usiłowały się wspiąć do władzy inne teokratyczne, islamskie siły. Mamy ogromną nadzieję na to, że Naród Irański, walcząc z systemem teokratycznym, osadzonym na okrutnych zasadach najgorzej pojmowanej religii islamu, uniknie tego zagrożenia, że nikt nie ukradnie mu wolności.
Na koniec pragniemy także wyrazić zaniepokojenie brakiem reakcji na sytuację w Iranie ze strony rozmaitych organizacji i ugrupowań politycznych na co dzień głośno wzywających do poszanowania praw człowieka i demokracji. Oburza nas, że mordy dokonywane na żądających praw człowieka protestujących mieszkańcach Iranu nie wzbudzają takiego zainteresowania co znacznie mniej jednoznaczna etycznie kwestia palestyńsko-izraelska.
Nie jest to pierwszy zryw ku wolności dzielnych mieszkańców Iranu. Liczymy na to, że tym razem dążenie Irańczyków do zmiany sytuacji w ich kraju nie zostanie stłamszone, a po ich zwycięstwie, którego im gorąco życzymy, nikt nie skradnie jego owoców.”
Teraz, w poniedziałek rano (19.01.2026) czytam o wygasaniu protestów. Jednocześnie USA nadal robi jakieś ruchy wokół Iranu. Faktem jest jednak, że Irańczycy, jeśli rzeczywiście w dużej ilości sprzeciwiają się reżimowi ajatollahów, nie skorzystali z tzw. „wojny dwunastodniowej” z Izraelem, gdzie podczas interwencji Amerykanów była doskonała okazja, aby wszcząć bardziej skuteczną insurekcję.
Rozumiem oczywiście, że dla niektórych irańskich przeciwników reżimu irańskiego wsparcie w tym momencie USA i Izraela byłoby mimo wszystko zdradą. Ale, tak czy siak, najlepsza okazja minęła, jeśli ludzie rzeczywiście walczą z reżimem i teokracją, a nie jedynie protestują przeciwko drożyźnie. Może być jednak tak, że ludzie w Iranie ostatnio protestowali przeciwko drożyźnie i dołączyła do nich stosunkowo nieliczna grupa przeciwników reżimu i islamizacji kraju.
No właśnie – jak liczna jest grupa Irańczyków, którzy nie chcą żyć w państwie teokratycznym? Co jakiś czas dochodzą do mnie entuzjastyczne relacje na temat tego, że w Iranie praktycznie nikt już nie wierzy w radykalny islam szyicki i że sytuacja przypomina rok 1988 lub nawet 1989 w bloku państw komunistycznych. Czyli, że reżim i islamska autokracja jadą już tylko na oparach, niejako siłą inercji.
Ja jednak uważam, że rzeczywistość zdaje się przeczyć temu optymizmowi. Gdyby irańska teokracja była powszechnie potępiana przez mieszkańców Iranu, runęłaby jak domek z kart po ostatnich skutecznych akcjach armii Izraela i USA. A nawet jeśli nie wtedy, to teraz. Gdyby irańska teokracja była powszechnie potępiana przez samych Irańczyków, byłby to ewenement w świecie islamu, pojawiłby się wreszcie trend odwrotny od ciągle trwającej na całym świecie, postępującej islamizacji. Byłoby to niezwykle pozytywne dla reszty świata i dla samych wyznawców islamu, którzy nie zdają sobie sprawy, że krzywdzą sami siebie wyznając tak gorąco i czasami okrutnie islam. Oczywiście nawet jakby tak było, należałoby pamiętać, że Iran jest państwem szyickim a nie sunnickim i trendy szyickie nie musiałyby się przełożyć na sunnickie. Do tego to właśnie sunnici mają większą motywację, aby dążyć do światowego kalifatu. Szyici zawsze byli w odniesieniu do nich nieco anarchistycznymi przeciwnikami absolutyzmu religijnego. To, że Iran mimo to jest państwem teokratycznym stanowi swego rodzaju niezrozumiałą mutację historii Persji.
Dlatego czuję pewien pesymizm co do naszego stanowiska. Wygląda na to, że pojawiło się już pod koniec obecnych protestów. Chciałbym jednak się mylić.
W stanowisku zwróciłem też uwagę na dwie inne rzeczy – sojusz neomarksistów z całego świata z islamem, powodujący, że na przykład Europa i jej społeczeństwa nie są w stanie rzeczywiście wesprzeć walczących o wolność Irańczyków, nawet jeśli są znacznie mniej liczni niż się sądzi. Ten sojusz polega na chęci burzenia świata, na którym dominuje USA. Drugą rzeczą na którą zwróciłem uwagę jest zatem to, że podejście Amerykanów stanowi jedyną skuteczną metodę nacisku na reżim teokratyczny. Do rozmodlonych władców którzy z lubością wieszają niewinnych ludzi na dźwigach przemawia tylko naga siła. Oczywiście poza neomarksizmem wielu państwom Europy w relacjach z islamem szkodzi to, że same, niestety, stają się islamskie. Każdy głos rozsądku w kwestii Iranu czy innych państw muzułmańskich oznacza we Francji czy w Szwecji rozruchy, płonące budynki i samochody, oraz ginących ludzi. Pomyśleć, że niektórzy Polacy nadal są zapatrzeni z podziwem w polityków „zachodniej Europy”, którzy doprowadzili do takiej sytuacji w swoich krajach.
Nie mam pojęcia, co się stanie, gdy skończę ten artykuł. Może teraz „Trump coś robi”. Ale bez tego zewnętrznego nacisku sytuacja przeciwników teokracji w Iranie jest raczej dość smutna i przesądzona. Gdyby jednak, jakimś cudem, reżim ajatollahów runął, nadal pozostaje zagrożenie związane z przejęciem rewolucji przez kolejną grupę fanatycznych muzułmanów, jak stało się to podczas nieszczęsnej Arabskiej Wiosny w świecie sunnickim (który jednak jest nieco inny). Taki akapit też znalazł się w naszym stanowisku.
No i oczywiście można nadal twierdzić z optymizmem, że Iran to jak polski rok 1989, że teokracja już się tam wali i wystarczy drobny podmuch, aby runęła. Jednak były już podmuchy i chyba trwa dalej. W Polsce 1989 roku było niewielu ludzi szczerze i z całego serca wierzących w „nauki” Marksa i Lenina. Gdyby byli w dużej ilości, nie byłoby orła w koronie. Obawiam się, że w Iranie nadal jest bardzo wielu ludzi wierzących w to, że muzułmanie, nawet jeśli biedni, są nadludźmi i można poświęcić wiele (zwłaszcza cudzych żyć), aby na całym świecie zapanował islam, w tym wypadku szyicki. Ma nadzieję, że się mylę. Czas pokarze. Z tym większym podziwem należy spoglądać na tych Irańczyków, którzy jednak protestują nie tylko przeciwko drożyźnie, często płacąc najwyższą cenę, zawsze bardzo wysoką…
