O mnie

Republika sennych

Republika sennych, zarażonych ciszą

pełna jest budynków dźwigających niebo,

drogi pełne kurzu prężą łuki dziko

rozrzuconych mostów, zgubionych nad rzeką.

Szyby błyszczą w nicość, rozbite fasady

niosą tylko okna. Lamp wzorzysta przeszłość

piętrzy się żeliwnie, ślepa w ogniu stałym,

którym strzela Słońce na złość wszystkim cieniom.

Czas swe pióra białe traci nad wież lasem,

ponad kolumnami drapaczy obłoków.

W betonowym cieniu stygną chwile stare.

Dalej jeszcze linie nie złożyły wzoru,

który mógłby miasto w sieci trzymać trwałej,

więc zostaje trawa, żywy strzęp początku.

8 marca 2012

Wrocław

Może zainteresuje Cię również...

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

3 × 4 =