O mnie

Sonet księżyca

Gdy w niebie rozkwitły ogrody księżyca

Umilkły doliny stare srebrnym światłem

Przychodziły znikąd kształty chmur niepełne

Jak kwiaty przestrzeni roztopione w ciszy

Kto był okrętem na wyschniętych morzach

Gdzie sól jak szkielet lśniła swoją bladością

Bez końca z dali patrzyły oczy planet

Na to co było nim zapłonęły chwile

Chwycę rękojeść szeroką promieni nowiu

Ostrze zadźwięczy ciemnością gęstej purpury

Porwie mnie w taniec rytm pospiesznych oddechów

Wzejdzie to co było na dnie moich myśli

Otworzą się płatki globu skał samotnych

Będę ich pyłem błądzącym wśród cieni

13 czerwca 2003

Może zainteresuje Cię również...

Jończyk

Czytaj dalej

Lutnista

Czytaj dalej

Budowla

Czytaj dalej

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

pięć × 5 =