Ta improwizacja powstała z potrzeby natychmiastowego grania — z chwili, w której muzyka nie chciała już czekać na nowy instrument ani na lepszy moment. Stary flet, ze swoim prostym, żywym i nieco chropawym głosem, raz jeszcze stał się przewodnikiem przez światło, oddech i ruch. Utwór łączy dwa pozornie przeciwne żywioły: łagodność i siłę. Początkowe frazy mają w sobie ciepło i skupienie, jakby muzyka szukała spokojnego, jasnego nurtu. Potem pojawia się więcej energii, szybszych przebiegów i mocniejszych gestów, ale nie prowadzą one do napięcia — raczej do poczucia szerokiej, dobrej fali. Ważnym momentem improwizacji jest pełne zatrzymanie: chwila ciszy, po której muzyka wraca wolniej, uważniej i głębiej. Dzięki temu druga część brzmi jak kontynuacja tej samej drogi, ale już po wewnętrznym uspokojeniu — bardziej świadoma, bardziej melodyjna, bardziej otwarta. „Światło nie czeka” to muzyka o oddechu, który musi stać się dźwiękiem. O świetle, które znajduje drogę nawet przez prosty instrument. O chwili, gdy łagodność i moc nie walczą ze sobą, lecz płyną razem.
Światło nie czeka
