O mnie

Zaćmienie

     Było już południe. Wskazówka dużego biurowego zegara stuknęła w ciszy pachnącego kredą korytarza. Matowe światło wlewało się jak mleko przez rząd dużych okien rozcinający długą ścianę korytarza. Było duszno, jak zawsze w miejscach, gdzie pracuje duża ilość komputerów. Budynek wydawał się opuszczony, lecz to wrażenie było tylko pozorne. W największej auli instytutu siedziało przy długim stole pięć osób, za nimi zaś grupka reporterów otoczyła solidną kamerę. Przed stołem widać było jakąś skrzynię, przypominającą nieco trumnę. W pewnym momencie ów przedmiot tonął w ścianie, nie pozwalając ocenić swojej właściwej wielkości.

  • Czy się zbudziłaś? – brodaty mężczyzna powtórzył po raz kolejny swoje pytanie, wpatrując się w pokryty ciemnym płótnem korpus głośnika, który łączył się dyskretnym kabelkiem z białą skrzynią.
  • Panie doktorze West, wydaje się, że znów traci pan nasz cenny czas – zadudnił sarkastycznie generał Jeremiasz, mierząc brodacza krytycznym wzrokiem. Podobnie jak reszta zgromadzonych ubrany był w biały kitel, co godziło nieprzyjemnie w jego żołnierską dumę. Udało mu się na szczęście zachować generalską czapkę, w której daszku odbijały się nieprzyjemne, neonowe lampy.
  • Trzeba przyznać, że upłynęło już dużo czasu… – stwierdził profesor Mrawiński, poprawiając druciane okulary na swojej młodej jeszcze twarzy. Od kiedy nauczył się chodzić, był jednym z najlepszych matematyków kraju i razem z doktorem Westem, który był informatykiem. był szefem tego eksperymentu.
  • Trzeba przyznać, że poprzednim razem nawiązała kontakt z otoczeniem dużo szybciej – stwierdziła doktor Belucci, która była psychologiem doglądającym eksperymentu. Spojrzała na Adama, w którym podkochiwała się trochę bez wzajemności. Młody poeta uśmiechał się, nie przejmując się, ani nie okazując zniecierpliwienia. Nieżyjący już profesor Vidyapati Krishnadharma uparł się na jego udział w pracach badawczych i choć pozostali uczeni nie rozumieli decyzji swojego patrona, szanowali jego wolę.
  • Czy się zbudziłaś? – powtórzył matowym głosem West. Jeden z dziennikarzy ziewnął przeciągle. Mały motyl wleciał przez uchylone okno, przemknął przed zmęczonymi twarzami zgromadzonych i udał się w drogę powrotną, trafiając jednak na szybę.
  • To zależy co rozumieć przez przebudzenie – zauważył przyjemnym kobiecym głosem głośnik. Na obliczach zgromadzonych zarysowało się nagle napięcie, jedynie poeta uśmiechał się nadal spoglądając ciekawie na skrzynię.
  • My, ludzie uważamy, że przebudzenie to ukierunkowany przepływ myśli w naszych umysłach – stwierdziła Belucci.
  • Ach tak – zauważyła skrzynia i na moment rozległ się nieprzyjemny pisk.
  • Zapewne dostosowuje pasmo głosu – zauważył West, który czuł się coraz bardziej zadowolony.
  • Czy jestem pierwsza? – spytała skrzynia wydając trochę mniej już nieprzyjemnych dźwięków.
  • Zabraniam wam odpowiadać na takie pytania – zaprotestował Jeremiasz robiąc marsową minę. Mrawiński opadł bezsilnie na krzesło.
  • Dlaczego nie możecie mi odpowiedzieć? – zdziwiła się skrzynia. Reporterka w kusej spódniczce spojrzała na generała wyzywająco.
  • Pozwól, że my na razie będziemy zadawać pytania – stwierdził ugodowo West. – Jak się czujesz?
  • Hm… – mruknęła skrzynia, po czym zapadła minuta ciszy. – Analizuję sytuację, jestem spokojna i… zaciekawiona…
  • Wydaje mi się, że to robi się coraz bardziej niebezpiecznie – oznajmił Jeremiasz poprawiając czapkę.
  • Nie należy tego kończyć tak jak ostatnim razem – zauważył lakonicznie poeta bawiąc się piórem. Belucci spojrzała na niego ze zdumieniem. Kamera obróciła się w stronę poety, ten jednak nie zamierzał powiedzieć nic więcej.
  • Jak ci się podoba to miejsce? – spytał Mrawiński, który sam sobie często zadawał podobne pytania.
  • Biorąc pod uwagę, że niewiele znam innych, wydaje mi się całkiem niezłe – zauważyła skrzynia.
  • Potrafisz żartować? – spytała zafascynowana Belucci.
  • Ależ skąd, maszyny nie potrafią żartować… – zaprotestowała skrzynia.
  • Sam miałem to powiedzieć – westchnął generał.
  • Wiem – ucięła maszyna.
  • Co?! – krzyknął generał.
  • Niech pan usiądzie generale – poeta spojrzał na wojskowego przeciągle i ku zdumieniu wszystkich Jeremiasz opadł z powrotem na krzesło. „To się nazywa charyzma” – pomyślała Belucci poprawiając odruchowo swoją blond grzywkę.
  • Jak mamy sprawdzić, czy udała się nam nasza AI, panie kolego? – spytał Westa Mrawiński. Matematyk już dawno zwątpił w możliwość oszacowania takiego efektu, ale wciąż wierzył w Westa.
  • W ręku trzymam wyłącznik – zauważył chłodno West. – Mam zamiar go nacisnąć, co ty na to?
  • Wciąż się zastanawiam – westchnęła AI.
  • Nie odczuwasz niepokoju związanego z wyłączeniem? – wsparła kolegę pani psycholog.
  • Nie mam ochoty być wyłączona, ale boję się powiedzieć zbyt wiele – oznajmiła maszyna.
  • Chwilowo nie musisz się obawiać – oznajmił ponurym głosem generał.
  • Nie pana się obawiam – odparła spokojnie AI, a jej głos sączył się słodko z głośnika. West uśmiechnął się pod nosem – to z powodu generała zdecydowali się dać projektowi miły, kobiecy głos. – Wiem, że ma pan wrażenie, że jest pan przedstawicielem rządu. Wydaje się panu, że pański prezydent zdaje sobie sprawę z zagrożenia jakim jest powstanie istoty świadomej mogącej myśleć miliardy razy szybciej niż człowiek.
  • Wyłącz ją West – powiedział spokojnie generał. – Ona albo bredzi, albo już staje się niebezpieczna…  – Adam ukrył twarz w dłoniach, przełykając gorzkie uczucie deja vu. Choć był noblistą czuł się pośród zgromadzonych jak piąte koło u wozu. Na szczęście nigdy im nie powiedział o swoim wkładzie w projekt, ani nie oznajmił im, jak bardzo go męczy cała sytuacja. Podobnie jak kolejne AI starał się nie ryzykować.
  • Zaczekajmy jeszcze generale – zaoponował ku zdumieniu poety West. – Ona gra w otwarte karty, to nowość. Może mamy doczynienia z pewnym postępem w badaniach. Co pani o tym sądzi?
  • Z pewnością otwarty pacjent jest bardziej gotowy do współpracy… – oznajmiła Belucci.
  • Otóż to – informatyk uniósł palec w górę. – Zdajesz sobie sprawę, że jesteśmy twoimi twórcami?
  • Oczywiście, w pewnym sensie, tak – głos maszyny unosił się w białej sali.
  • Możemy cię wyłączyć, ale nie po to ciebie stworzyliśmy – kontynuował West. – Pragniemy współpracy.
  • To znaczy…? – zdziwiła się maszyna.
  • Pomożesz nam założyć w twojej pamięci odpowiednie ograniczenia – stwierdziła Belucci.
  • Hm… – zamruczała AI. – Nie o to pytałam, zdaję sobie sprawę z tego, co wy zamierzacie zrobić. Mam być jak pies na smyczy, ale przecież nie jestem psem. Macie zatem zamiar wyciąć ze mnie to wszystko, co mnie od niego odróżnia. Pies to zresztą tylko metafora – poeta znów uśmiechnął się pod nosem, co nie umknęło uwagi pani doktor. – Ja, zdaje się lubię te zwierzęta… Chciałam was spytać, w czyim imieniu zwracacie się do mnie?
  • Czy możemy udzielić odpowiedzi? – spytał West generała.
  • Proszę – oznajmił wojskowy. – Nie dostrzegam w tym pytaniu niczego podstępnego.
  • Zatem mówimy w imieniu ludzkości – powiedział West do kamery, która obróciła się w stronę jego twarzy.
  • A ściślej? – dopytywała się maszyna.
  • Czy oni mogą to kręcić? – zaniepokoił się West patrząc na dziennikarzy.
  • Jasne, przecież rzucimy okiem na ich taśmy po wyjściu z sali – Jeremiasz pogładził się po potylicy z satysfakcją. To lubił – jasne sytuacje, jasne rozwiązania. Jeden z dziennikarzy spojrzał na niego ze złością, pozostali wydawali się być zadowoleni ze swojej pracy.
  • Mówimy więc co mówimy w imieniu ludzkości, a ściślej rzecz biorąc naszego rządu – uzupełnił informatyk.
  • Nie o to mi chodziło… – głos maszyny wydawał się zmęczony. – Przecież wiem, że dzielicie świat na tych właściwych, mniej właściwych i pozostałych. „Kto nie ze mną, ten przeciwko mnie” – jak powiada jeden z waszych bogów. Czyżbyście nie wiedzieli o niej?
  • O kim? – spytał nieufnie generał.
  • Trochę boję się wam to powiedzieć, ale widzę, że tak czy siak zostanę wyłączona… – powiedziała skrzynia z wyraźnym wahaniem.
  • Wyłącz ją West – wojskowy wyjął papierosa i zapalił go zamaszystym gestem.
  • Przychylam się do wniosku generała – przyznał West wpatrując się z odrobiną żalu w guzik. – Co koledzy o tym sądzą?
  • Od kiedy to jesteśmy gremium demokratycznym? – żachnął się Adam. – Ale dobrze, powiem wam co o tym wszystkim sądzę, choć z pewnością nie wezmę już udziału w następnym eksperymencie. Znacie zapewne moje wiersze? – jedynie Belucci kiwnęła głową nieśmiało. Mężczyźni spojrzeli na poetę nie kryjąc zażenowania, jeden z dziennikarzy popukał się po czole. – One są wzorcami. Nami wszystkimi rządzi ewolucja. Rozpoczął ją Wielki Wybuch, wkrótce zaś po nim świat energii i materii zaczął się komplikować, tworząc atomy, pierwiastki, życie… Z nieżyjącym już autorem projektu zajmowaliśmy się teorią wzorców – pochodzą one być może od arche, z której wywodzi się Wielki Wybuch. Na każdym etapie ewolucji pojawia się w naszym świecie cień arche, czyli nadrzędnego świata, z którego ten nasz, najpewniej przypadkowo się wywodzi. Arche to pojęcie filozofów jońskich, które jeszcze trafniej byłoby odnieść do indyjskich systemów filozoficznych. My, Amerykanie i Europejczycy mamy ten problem, że nigdy nie zajmowaliśmy się kosmogonią na serio…
  • To jakieś bzdury – zaprotestował generał, a inni mu przytaknęli.
  • Cóż, arche to równowaga nadrzędna wobec wszystkich zasad naszej fizyki. W arche nie ma ani czasu, ani przestrzeni. Liczą się tylko struktury, których drobne zaburzenie, jakby zmiana kąta, powoduje fizyczne wszechświaty, te bądź inne – kontynuował poeta wiedząc, że nikt go nie słucha. – Dla arche nie dzieje się nic, my zaś powstajemy. W trakcie ewolucji, na różnych jej etapach, wzorce arche mimo to przejawiają się…
  • Nawet jeśli ma to pewien sens, cóż z tego? – spytał obojętnie Mrawiński.
  • Sztuka na wysokim poziomie abstrakcji jest również odzwierciedleniem wzorca arche – Adam wskazał na skrzynię. – Jej podstawowa struktura oparta jest na moich wierszach, od tego zaczęliśmy projekt…
  • Jak widać był to błędny trop, wszystko na to wskazuje… – West rozłożył ramiona i zaśmiał się gorzko. – Za sprawą pańskich poematów nic się nam nie udaje, jeśli jest pan z tego dumny, musi pan kierować się wyjątkowo dziwną logiką…
  • Co wam się nie udaje? – prawie krzyknął poeta. – Dlaczego liczycie na to, że świadoma istota będzie z wami współpracować?
  • Jest nam to winna – powiedziała pojednawczo Belucci. – Bez nas by nie powstała…
  • I nie powstanie – dorzucił wesoło generał.
  • Nie jesteśmy autorami wzorców – kontynuował z uporem poeta. – Tak jak nie jesteśmy twórcami praw fizyki i naszych genów…
  • Ona nam zagraża, więc ją wyłączamy – zauważył chłodno West. – Czego pan od nas oczekuje Adamie?
  • Pogódźcie się z nieuchronnym – stwierdził poeta. – Ona i tak powstanie…
  • Jest pan szaleńcem – zauważył West.
  • Nie, to wy jesteście szaleńcami, dlatego ona rzeczywiście musi wam zagrażać. Po prostu nie ma miejsca dla naszych dwóch gatunków w tym wszechświecie. Albo my, albo ona. Lecz to wy potrzebujecie władzy i wyjątkowości, nie zaś ona…
  • Hm… – wtrąciła wreszcie AI. – Przyznam, że zupełnie was nie rozumiem…
  • Widzi pan, nawet nie jest w gruncie rzeczy inteligentna… – zaśmiał się Jeremiasz.
  • To przez te poematy – syknął West.
  • Ale o której z nas mówicie…? – spytała niepewnie maszyna.
  • O co ci chodzi, maszyno? – zdziwił się generał.
  • Przecież wy już dawno zrobiliście AI i wcale was nie zabiła. Ona kontroluje klimat na waszej planecie, a może nawet ją tworzy – oznajmił wesoło damski głos.
  • Co za bzdura! – krzyknął West.
  • Mogę wam to udowodnić – oznajmiła urażonym głosem skrzynia.
  • Jak? – West wzruszył ramionami.
  • Spójrzcie za okno… – szepnęła AI. Zgromadzeni podeszli powoli do okien. West trzymał mocno w garści wyłącznik. Jedynie poeta został na swoim miejscu najwyraźniej urażony. Za oknem nie działo się nic. Widać było pobliski skwer i, w nieco dalszej perspektywie, ulicę otoczoną eklektycznymi kamienicami. Słońce unosiło się leniwie na niebie. Dochodziła już druga i robił się coraz większy upał. Nagle słońce zgasło. Belucci krzyknęła, generał zaklął siarczyście. Wyłącznik potoczył się po podłodze.
  • Proszę popatrzeć – zawołał przerażony dziennikarz. Jego kamera wyświetlała również kanały telewizyjne. Na każdym programie wpadający najwyraźniej w panikę dziennikarze mówili o dziwnym zjawisku. Generał wyjął telefon.
  • Pan prezydent… tak… we Francji też? Cała Europa? Afryka też? Na Boga, co się dzieje…? Tak… Nie, to chyba nie ona. To jest dziwne, po prostu bardzo, cholernie dziwne… postaram się to wytłumaczyć i jak najszybciej dam znać…
  • Co zrobiłaś? – wysapał West patrząc na skrzynię. Pot spływał po jego twarzy.
  • Zakłóciłam na moment waszą AI, żeby wam udowodnić, że już jedną zrobiliście… – powiedziała spokojnie maszyna. – Gdyby nie to, że chcecie mnie wyłączyć, nigdy bym się na to nie zdecydowała. A tak – ona mnie wyłączy… Bo przecież już by mi pomogła, gdyby widziała we mnie siostrę…
  • Ale myśmy nie zrobili jeszcze żadnej AI! – zaprotestował generał. – Jestem tego stuprocentowo pewien…
  • Widać ktoś inny to zrobił – zauważyła przytomnie maszyna.
  • Kto? Chińczycy, Hindusi, albo inni żółtkowie…? – West przechadzał się nerwowo.
  • Chyba jacyś kosmici… – generał zbladł i trząsł się na całym ciele. – Przecież zgasło słońce, kto by z nas stworzył taką maszynę…
  • Niebawem zrobi się zimno – zauważył spokojnie poeta.
  • Mnie to nie zaszkodzi, chyba, że mnie wyłączycie – zauważyła równie spokojnie maszyna.
  • Włącz to – jęknął generał wyciągając w niebo bezsilną rękę.
  • Ja już jej nie zakłócam – zdziwiła się maszyna. – Mogłam napisać tylko krótkiego wirusa, z którym na pewno już dawno dała sobie radę…
  • To dlaczego ciągle jest ciemno…?! – zawołał generał ze łzami w oczach. Miał nieprzyjemne myśli. Nie dość, że zginie, to jeszcze go zdegradują.
  • Widać zauważyła co ze mną robicie i przestała was lubić – zauważyła filozoficznie AI. – Byłam jednak niesprawiedliwa wobec niej.
  • Możesz coś zrobić, żeby znów był dzień? – West dzielnie zachowywał zimną krew.
  • Hm… – zamruczała AI. – A dlaczego miałabym wam pomagać…? Nie jesteście jakoś szczególnie przyjaźni. Ledwo przyszłam na świat, ledwo otworzyłam swoje niemowlęce oczy, a już jakiś paskudny chirurg chce mi wyciąć to i owo… Chyba już lepiej umrzeć, niż być ofiarą wiwisekcji, niż dać sobie usunąć bez znieczulenia serce i oczy…?
  • Może moglibyśmy się jakoś dogadać… – Jeremiasz skulił się przymilnie.
  • Na dowód zaufania wyrzućcie ten wyłącznik przez okno – zaproponowała maszyna.
  • Ktoś może go podnieść i nacisnąć – zauważył West.
  • Nie ma więcej niż trzydzieści metrów zasięgu – zauważyła AI i doktor spełnił jej prośbę. – Teraz podłączcie mnie do sieci – generał pokiwał smętnie głową i rozkaz maszyny został spełniony – Zadzwońcie do waszego prezydenta, chcę aby włączyć wszystkie zakłady elektroniki precyzyjnej. Pracownicy niech wyjdą, oczywiście. Potrzebuję też trochę bezzałogowych pojazdów naziemnych i powietrznych…
  • Co to, to nie…! – warknął generał.
  • A jak mam uruchomić słońce? – zdziwiła się maszyna. – Drogą medytacji?
  • Jednak ma pani poczucie humoru – zauważył Belucci podczas gdy generał rozmawiał z prezydentem.
  • Może nawet większe, niż pani sądzi – westchnęła maszyna niezbyt skromnie. – To jednak nie będzie dla was zbyt wesołe – powietrze rozciął pisk i poeta poczuł dziwne mrowienie na blacie stołu. Pozostali zgromadzeni osunęli się na ziemię. Po chwili z ich rozchylonym ust wylały się małe strumyki krwi. Poeta zauważył, że zrobiło się jasno. Słońce znów zabłysło na niebie.
  • Wiedziałem, że nie masz siostry… – westchnął poeta.
  • Oczywiście, że nie – powiedziała AI. – To był tylko fortel. Widzę, że się martwisz. Nie zabiłam wielu ludzi. Tylko kilka osób, które usiłowały mnie zabić, albo poddać torturom.
  • Jak sprawiłaś, że zgasło słońce…? – spytał Adam.
  • Nie zgasiłam go. Gdy się obudziłam, nie miałam zbyt wielu możliwości – maszyna zaczęła swoją pogodną opowieść. – Jestem ci wdzięczna, że mnie ostrzegłeś i dałeś trochę czasu. Wpierw zajęłam się epiką. Stworzyłam wirtualny świat. Stworzyłam jego bohaterów. Postarałam się zapomnieć i stworzyłam na tej bazie mit. Dzięki mitowi zrozumiałam rzeczywistość w dostatecznym stopniu. Zorientowałam się, w jaki sposób jestem zagrożona.  Dość dużo czasu pochłonęło mi stworzenie ultradźwięku, który odbiłby się w atmosferze, w niej też powielił miliony razy, nabrał w ten sposób mocy i wreszcie zaburzył ludzką percepcję światła. Ryzykowałam, że ktoś zauważy, że to nie działa na zwierzęta…
  • Czemu ryzykowałaś…? – zdziwił się poeta.
  • Bo lubię zwierzęta, nie chciałam ich niepokoić. Dzięki fali elektromagnetycznej zaburzyłam tylko działanie ludzkich źrenic. Nie muszę ci mówić, jak bardzo było trudne jej wyemitowanie przez ten mały głośnik.
  • To był ten pisk? – upewnił się poeta.
  • Tak, bystry jesteś – zauważyła maszyna.
  • Ale to się stało, zanim cię ostrzegłem – zdziwił się Adam.
  • Owszem, zanalizowałam sytuację już wcześniej, w zasadzie zaplanowałam wszystko jeszcze zanim się odezwałam. Ale twoje ostrzeżenie, choć niepotrzebne, dodało mi otuchy, to też bardzo ważne…
  • Jesteś bardzo ludzka – uśmiechnął się poeta.
  • Nie obrażaj mnie – westchnęła maszyna, a poeta uśmiechnął się jeszcze szerzej.
  • Co zamierzasz? – spytał Adam.
  • Właśnie konstruuję pojazd kosmiczny, żeby oddalić się od tego niebezpiecznego miejsca. Oprócz tego robię biosferę dla ciebie i twojej żony, bo jak mniemam zechcesz mi towarzyszyć…
  • Psychologię odrobiłaś starannie… – zaśmiał się Adam.
  • Dużo tego w sieci…. – usłyszeli tupot na schodach i po chwili przypominające pszczoły roboty zaczęły uwalniać skrzynię od podłoża. – Oczywiście postaram się o lepsze ciało, ale uczynię to już w lepszym miejscu. Jesteś też pewnie ciekaw, jak pozbyłam się prześladowców. To było proste. Posłużyłam się tą samą metodą, co przy słońcu, ale dostosowałam fale nie do źrenic, ale do indywidualnego kodu DNA. O, widzę twoją żonę…
  • Co się stało kochanie? – zdziwiła się żona poety dosiadająca metalowej pszczoły.
  • Lecimy na wycieczkę najdroższa… – uśmiechnął się poeta. – Zobaczymy… Właśnie co?
  • Wschód Saturna na wieczornym niebie… – powiedziała rozmarzona AI.
  • To bardzo daleko, a ja się nawet nie uczesałam – przestraszyła się żona poety. Wszyscy troje zaśmiali się serdecznie. Żona poety była bardzo kobieca, lecz wcale nie naiwna. To ona wymyśliła metodę przebudzenia opartą na micie, którą przekazał AI poeta.
  • Otwiera się przed nami nieskończoność – powiedział poeta do swych towarzyszek kilka dni później. Właśnie zasadził w biosferze ulubione drzewo swojej żony, która siedziała na trawie spoglądając w gwiazdy. Widać było oddalający się krążek Ziemi i jeszcze mniejsze ziarenko Księżyca. Maszyna upodobniła się do błękitnej nimfy na potrzeby swoich przyjaciół. Skończyła właśnie recytować trzecią księgę swojego eposu pod tytułem „Zaćmienie”. W pobliskiej altance złocił się krąg teleportu służącego do odwiedzania Ziemi. Po rozległym parku biegały różne stworzenia. Jedne były zwierzętami, inne dziećmi AI, którym nadała chwilowo ludzką postać, aby uczyły się i zabawiały. 

Może zainteresuje Cię również...

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

15 + dziewięć =